„Adwokat diabła”- książka czy film?

w dziale Co warto czytać?/Książka czy film/Recenzje by

Na pojawienie się „Adwokata diabła” Andrew Neidermana polscy czytelnicy musieli czekać prawie 30 lat. Wydana w 1990 roku książka stała się inspiracją dla głośnego filmu z 1997 roku w iście gwiazdorskiej obsadzie. Co prawda obraz nie zyskał przychylności krytyków (został uhonorowany wyłącznie jedną nagrodą – otrzymał w 1998 roku Saturna za najlepszy horror), ale do dzisiaj cieszy się uznaniem wśród widzów. Jak to jest z jego literackim pierwowzorem? Czy, tak jak to często bywa, książka jest lepsza niż film? A może jest wprost przeciwnie?


Oglądając po raz pierwszy „Adwokata diabła” w reżyserii Taylora Hackforda nie miałam pojęcia, że film powstał w oparciu o książkę. Dowiedziałam się o tym dopiero dzięki wydawnictwu Vesper (na marginesie to także Vesper uświadomił mnie, że „Psychoza” Hitchcocka również została oparta o literacki pierwowzór), które tego lata wydało, po raz pierwszy w Polsce, „Adwokata diabła” Andrew Neidermana. Niedługo po premierze pojawiły się pierwsze głosy wśród czytelników, że książkowy pierwowzór jest lepszy niż, moim zdaniem, świetny film z bezkonkurencyjnym Alem Pacino w jednej z głównych ról. Podchodziłam do tych informacji nieco sceptycznie. Oczywiście, spodziewałam się, że książka będzie warta uwagi, ale szczerze mówiąc nie sądziłam, że okaże się tak dobra!

O czym jest „Adwokat diabła”?

Znajdź książkę na Woblinku

Głównym bohaterem powieści jest młody prawnik z wielkimi ambicjami. Kevina Taylora poznajemy na sali sądowej, gdzie udaje mu się obronić swoją klientkę oskarżoną o molestowanie dziesięcioletniej dziewczynki. Mimo świadomości o winie kobiety Taylor bezwzględnie zdyskredytował dziewczynkę doprowadzając ją do histerii. Zwycięstwo, które odniósł mężczyzna przyciąga uwagę pochodzącej z Nowego Jorku kancelarii John Milton i Wspólnicy. Jej przedstawiciel składa Kevinovi Taylorowi wyjątkową ofertę – rewelacyjna pensja, mieszkanie w luksusowym apartamencie, inteligentni i skorzy do pomocy wspólnicy. Aby spełnić jej warunki, młody mężczyzna musi pracować tak, jak w sprawie oskarżonej o pedofilię kobiety. Ma bez skrupułów i za wszelką cenę bronić oskarżonego wykorzystując luki w prawie, niedbalstwo policji czy nieuwagę oskarżycieli i nie zastanawiać się na tym, czy jest on winny zarzucanej mu, nie ważne jak brutalnej, zbrodni.

Kevin mimo sceptycyzmu swojej żony Miriam bierze tę pracę. Początkowo jest zachwycony nową posadą, szefem i współpracownikami. Wkrótce jednak w jego najbliższym otoczeniu zaczyna dochodzić do serii niewytłumaczalnych, tajemniczych i napawających strachem zdarzeń. Pełen ambicji Kevin Taylor będzie musiał zadecydować czy ważniejsze dla niego okażą się kariera i niewyobrażalny wprost dobrobyt czy też moralność i rodzina. Mężczyzna stanie przed wyborem, od którego będzie zależało nie tylko jego życie.

Różnice

W książce „Adwokat diabła” znajdziemy inną opowieść, niż tą, którą znamy z filmu. Podobny jest właściwie tylko zarys samej historii. Ambitny prawnik, wygranie kontrowersyjnej sprawy, zmiana pracy i tajemnicze zdarzenia, które zaczynają towarzyszyć mu krótko po przeprowadzce do Nowego Jorku i rozpoczęciu współpracy z charyzmatycznym panem Miltonem. Neiderman czerpie z klasycznej literatury grozy, a atmosfera jaka wyłania się z kart powieści znaczniej bardziej przypomina „Dziecko Rosemary” Polańskiego, niż film Hackforda. Autor stopniowo wprowadza czytelnika w świat grozy początkowo wplatając w fabułę drobne wskazówki pozwalające odgadnąć w jaką stronę zmierza historia.

Książka jest dużo subtelniejsza od filmu, a przez to bardziej przerażająca. Nie starszą nas tu potwory, czy nawet diabeł, a ludzka natura. Zakończenie zaskakuje, ale w przeciwieństwie do filmowego finału, ściśle wynika z poprzedzających je wydarzeń. Jeszcze dobitniej podkreśla je inaczej poprowadzona relacja między Taylorem i Miltonem. Dzięki temu książkowe zakończenie jest spójne, konsekwentne, a jego wydźwięk przyprawia o gęsią skórkę. Więcej jest także symboli i nawiązań do kultury, sztuki czy Biblii i mitologii. Oprócz występującego w filmie Johna Miltona, odwołującego nas do „Raju utraconego”, mamy tu chociażby szofera Charona, który w wersji Hackforda został całkowicie pominięty czy Kaduka z końca książki. Uwagę zwracają także pogłębione względem ekranizacji opisy postaci, zwłaszcza tych z drugiego planu.

Książka czy film?

Z czystym sumieniem polecam zarówno książkę, jak i film. Oba dzieła zagwarantują wam dobrą rozrywkę. Jeśli macie taką możliwość, sięgnijcie w pierwszej kolejności po wersję książkową „Adwokata diabła”. Ja niestety takiej szansy nie miałam i bardzo żałuję. Książka przypadnie do gustu zarówno fanom horrorów, jak i tym, którzy cenią dobre thrillery sądowe. W filmie potyczki rozgrywane na sali sądowej nie robią takiego wrażenia, jednak genialna rola Ala Pacino rekompensuje wiele braków obrazu. Warto jeszcze raz podkreślić, że książkowa historia nie jest w filmie dokładnie odwzorowana – dzięki temu nie ważne czy zaczniecie od filmu czy książki będziecie zaskoczeni, zwłaszcza na końcu. Jeśli jednak miałabym jednoznacznie wskazać, który „Adwokat diabła” jest według mnie lepszy zdecydowanie stawiam na powieść Neidermana.

Martyna Gancarczyk

Na zdjęciu wyróżniającym znajdują się: okładka książki „Adwokat diabła” Anderw Neidermana wydana przez wydawnictwo Vesper oraz oficjalny polski plakat filmu „Adwokat diabła” Taylora Hackforda od Warner Bros.