„Pitbull. Niebezpieczne kobiety” – książka czy film?

w dziale Archiwum/Jak czytać?/Książka czy film by

Muszę się do czegoś przyznać: bałem się napisać ten tekst. Uznałem, że powinienem to zrobić po zajrzeniu do rankingu najlepiej sprzedających się e-booków w styczniu tego roku według Upoluj Ebooka. Ostatnia książka Patryka Vegi znajduje się tam na pierwszym miejscu – i pozycję tę zajęła, mimo że od premiery filmu minęły przecież dwa miesiące. Na ten fenomen warto zwrócić uwagę.

Dlaczego się obawiałem? Otóż w pewnych środowiskach powiedzenie czegokolwiek dobrego o filmach i książkach Patryka Vegi uchodzi za przejaw złego gustu, prostactwa i jest najlepszym dowodem na posiadanie niskiego ilorazu inteligencji. Z uwagi na branżę, w której pracuję, często mam kontakt z tym środowiskiem. Widzę i słyszę, jak za każdym razem, gdy ci rzekomo zaczytani w arcydziełach literatury światowej ludzie dowiadują się, że książka Vegi wchodzi na listy bestsellerów, przeżywają prawdziwe psychiczne i duchowe katusze.

Wypada teraz wytłumaczyć, dlaczego nie zaliczam się do powyższego grona.

Film “Pitbull. Niebezpieczne kobiety” jest kontynuacją najpopularniejszego cyklu filmowego (i serialowego) tworzonego przez Patryka Vegę. Reżyser nigdy nie ukrywał, że zależy mu na jak najwierniejszym oddaniu realiów pracy polskich policjantów i że stara się przedstawić rzeczywistość z ich punktu widzenia. Pokuszę się o tezę, że nie tylko mu się to udało, ale w całej historii polskiej kinematografii nikt nie zrobił tego lepiej.

Vega jest z wykształcenia socjologiem i dziennikarzem. Przed napisaniem scenariusza do każdego ze swoich policyjnych filmów spotyka się osobiście z pracownikami komend. Słucha historii, które mają do powiedzenia, dopytuje o ich problemy, perypetie życiowe, rozmawia o ich największych sukcesach i wyzwaniach zawodowych. Nie rozmawia jedynie ze “zwyczajnymi” pracownikami policji – to właśnie Patryk Vega przybliżył masom m.in. tragiczną postać Sławomira Opali, którego skuteczność w rozwiązaniu spraw kryminalnych była ponadprzeciętna.

“Pitbull. Niebezpieczne kobiety” jest pierwszą fabularyzowaną produkcją, która po gruntownym researchu przedstawia pracę w policji z punktu widzenia policjantek. I, nie ukrywajmy, tej wizji każdy był ciekaw. Film nie skupia się jednak tylko na tym wątku. Prezentuje też mechanizm funkcjonowania mafii paliwowej; zwraca uwagę na problem firm, które wyłudzają VAT od Skarbu Państwa; przedstawia, jak zakładane są spółki na tzw. „słupy” rekrutowane z najgorszych nizin społecznych; jak funkcjonuje więzienie dla kobiet; dorzuca tragiczne historie ludzi, którzy zeszli na złą drogę; przedstawia, jak na granicy prawa funkcjonują bandyckie grupy, które zrekrutowały byłych policjantów, a w to wszystko wrzuca bohaterów, którzy zeszli na złą drogę z powodu nieudolnego i krzywdzącego wymiaru sprawiedliwości oraz postaci  z wcześniejszych części, które widzowie po prostu pokochali. Dużo tego, prawda?

Według zawodowych krytyków filmowych – zbyt dużo. Stwierdzili oni, że film w swojej końcowej formie jest dziwacznym bigosem, w którym przedstawiane są np. postacie niepełniące istotnej dla fabuły roli, w którym pokazywane są brutalne i przerażające sceny kipiące przemocą, a po nich sceny komediowe owocujące salwą śmiechu przetaczającą się przez salę kinową, co rodzi dysonans i rodzicielską obawę wyrażaną sugestiami w stylu „Czy to nie sprawi, że ludzie zaczną czerpać przyjemność z przemocy?”. Zdarzyło się nawet, że Vegę oskarżono o… homofobię.

Łukasz Muszyński na portalu Filmweb porównał Patryka Vegę do Władysława Pasikowskiego z czasu powstawania kultowych „Psów”. Przy tej okazji przytoczył wypowiedź śp. Andrzeja Wajdy, który powiedział kiedyś o Pasikowskim, że ten widocznie wie o polskim widzu coś więcej, co dla niego jest niedostępne.

Chyba najwyższy czas odkryć karty i pokazać, co też Pasikowski i Vega wiedzą o społeczeństwie, a czego nie mógł dostrzec jeden z najlepszych polskich reżyserów.

Polacy chcą filmu, który w dosłowny sposób przedstawi ich frustracje, opowie historie, które znają, zinterpretuje ich codzienność oraz pokaże tajemną, mroczną stronę polskiej rzeczywistości. Tę, o której niechętnie mówi się przy rodzinnym obiedzie, a tym bardziej na salonach.

Kto z wielkim zainteresowaniem nie patrzył na ekran, gdy pokazano, jak wygląda więzienie dla młodych matek? Kto nie był nigdy ciekaw, jak taka placówka w ogóle funkcjonuje? Kto nie był zaskoczony, gdy zobaczył, że w więzieniach są możliwe tzw. wizyty bezdozorowe, w czasie których skazana ma możliwość intymnego zbliżenia z małżonkiem? Większość Polaków zdaje sobie sprawę z tego, jak załatwia się lewe interesy na „słupy”, ale mało kto miał okazję zobaczyć historię jednego z nich. Vega zarówno w tym, jak i  poprzednim filmie przedstawił niezwykle inteligentnych i charyzmatycznych przestępców. I choć ludzie „z wyższych sfer” wolą nie wierzyć, że tacy istnieją, a nie daj Boże, że są wśród nich ich znajomi poznani na degustacjach win, to jednak każdy, kto interesował się polskim środowiskiem przestępczym, wie, że bez takich postaci zorganizowane grupy przestępcze nigdy nie mogłyby powstać.

Krytyków boli fakt, że za scenami brutalnymi idą te komediowe, które rozładowują napięcie, co w ich opinii spłyca przekaz. Nie przyjmują do wiadomości, że taki zabieg jest niezbędny do tego, by realistycznie przedstawić świat widziany oczami wielu polskich policjantów. Oni na co dzień spotykają się z taką ilością ludzkich dramatów, że gdyby głęboko przeżywali każdy z nich i gdyby nie pozwalali sobie na przerwanie tego „szlachetnego” stanu dostrzeganiem komizmu w wielu beznadziejnych sytuacjach, to pozostałoby im tylko rzucić tę pracę lub skończyć ze sobą (co też niestety zbyt wielu z nich robi).

Skąd to wiem? Z dwóch źródeł. Po pierwsze, miałem niekłamaną przyjemność poznać paru kryminalnych, którzy bez zbędnych szczegółów opowiedzieli niektóre historie ze swojego życia. Dziwnym trafem ich wizja rzeczywistości i styl bycia dobrze odpowiadał temu, co Vega przeniósł na duży i mały ekran. Ponadto jest to też zgodne z wypowiedziami samych policjantów, zawartymi w wywiadach opublikowanych… w książkach Patryka Vegi. Wywiady sygnowane są nazwiskami prawdziwych policjantów i policjantek (jak w ostatniej publikacji), trudno więc oskarżyć reżysera o fantazjowanie.

Osoba, która przeczytała wywiady opublikowane w książce „Niebezpieczne kobiety” będzie wiedziała, że np. rzekomo homofobiczna scena z ostatniego filmu Vegi… nie ma na celu wykreowania krzywdzącego stereotypu o gejach, a przedstawia po prostu autentyczne wydarzenia.

UWAGA SPOILER

Chodzi o historię policjantki, której mąż okazał się biseksualistą wolącym jednak mężczyzn. Gdy kobieta odkryła, że jest zdradzana przez męża (także z mężczyznami), odeszła od niego i podjęła pracę w policji. Vega ukrył w filmie jeszcze bardziej szokujące fakty dotyczące tych wydarzeń: wspomniany mężczyzna był agresywny i groził kobiecie,wyprowadziła się więc pod jego nieobecność, w pośpiechu, z obawy o swoje życie.

PO SPOILERZE

Od razu chcę uprzedzić jeszcze jeden zarzut wysuwany przeciwko Vedze przez samych policjantów. Bywa on oskarżany o koloryzowanie niektórych faktów. Niegdyś przypisał Sławomirowi Opali skuteczność w rozwiązywaniu spraw kryminalnych na poziomie 98% (w rzeczywistości Opala był zdolnym i zaangażowanym policjantem z dużymi sukcesami na koncie, ale takich statystyk względem niego nikt nie prowadził), zaś policjanci prowadzący na Facebooku profil PMF (skrót okrzyku, którego ich amerykańscy koledzy używają zwyczajowo przed odczytaniem aresztantom ich praw, a mianowicie „Police! MotherF***er!”) pisali, że na żart zakrawa wypowiedź jednej z policjantek mówiącej o dużych ilościach gazu łzawiącego, którego podobno zmuszona jest używać na służbie.

Ale to detale – cała reszta obrazu jest w bardzo wielu miejscach zgodna z tym, co sam słyszałem od funkcjonariuszy.

W przypadku ostatniej części “Pitbulla” nie można zdecydować, co jest lepszym wyborem: film czy książka. Tego pierwszego nie da się po prostu zrozumieć bez drugiego.

Mnie zarówno film, jak i ostatnia książka Vegi zwyczajnie się podobały. Nie wykluczam nawet, że obejrzę „Pitbulla” ponownie. I nie będę miał przy tym poczucia winy.

Na koniec wyciągam swoją szklaną kulę i staram się zobaczyć przyszłość. Widzę mgłę, niewyraźne kontury i… jest, widzę przyszłość! Do kin wchodzi kolejny policyjny film Patryka Vegi! Po raz kolejny poważni krytycy filmowi informują masy, że film jest beznadziejny i że nie warto go oglądać! Po raz kolejny uczestnicy seansów kinowych są zachwyceni. Po raz kolejny recenzenci nie dadzą filmowi not wyższych niż 5/10, po raz kolejny widzowie na Filmwebie podbiją tę ocenę do skali 7–8/10. I ja będę w tej drugiej grupie.

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję księgarni Woblink.com.

Mikołaj Kołyszko

 

Zdjęcie przedstawiającą Mikołaja Kołyszko. Fotografia jest pracą zbiorową studentów SKF (Darka Kuźmy, Kasi Giermańskiej, Izy Łukasik, Patrycji Popek oraz Małgorzaty Miłek)

O autorze

Brand manager Woblink.com i red. nacz. portalu CzytajPL.pl. Były red. nacz. magazynu internetowego Masz Wybór.

Z wykształcenia: magister religioznawstwa.

Z zamiłowania: dziennikarz obywatelski, pisarz.

Wyróżniony tytułem Dziennikarza Obywatelskiego 2013 Roku (kategoria „Recenzja”).

Autor książek: Groza jest święta, Tajemne Oblicze Świata, Tajemne Oblicze Świata II. Piekielny Szyfr i Wegetarianizm bez tajemnic.

Zdjęcie autora jest pracą zbiorową studentów SKF (Darka Kuźmy, Kasi Giermańskiej, Izy Łukasik, Patrycji Popek oraz Małgorzaty Miłek).

wróć na górę