Marcel Proust na „Podwieczorku u Morfeusza”

w dziale Co słychać?/To nas grzeje by

Istnieje grupa książek określanych – nieco na wyrost – mianem najlepszych powieści, których nikt nie przeczytał. Piszę: nieco na wyrost, bo chociaż ze względu na swe wyrafinowanie nie uzyskały należnego im podziwu w oczach ogółu czytelników, to jednak istnieje garstka ludzi, dla których ich lektura była doświadczeniem wręcz bezcennym. Jednym z takich dzieł jest cykl francuskiego pisarza Marcela Prousta pt.”W Poszukiwaniu Straconego Czasu” – siedmiotomowa opowieść o miłości, czasie, i dorastaniu do artystycznego powołania.

Bohaterem historii jest mężczyzna imieniem Marcel, który wspomina całe swoje życie – począwszy od dzieciństwa, przez okres dojrzewania, aż po dorosłość. Czytelnik przeżywa z nim – bardzo dogłębnie – fascynacje, przyjaźnie, miłosne wzloty i upadki. Marcel jest postacią bardzo specyficzną – to pozostający na utrzymaniu rodziny, nieskalany pracą marzyciel i pięknoduch, któremu obce są problemy inne, niż te określane dzisiaj mianem problemów pierwszego świata. Brak mu dojrzałości, zdecydowania, charakteru; ma zmienne nastroje, nie wie, czego chce, bywa bierny i rażąco niewdzięczny w stosunku do ludzi, którzy darzą go skwapliwie wyrażaną najszczerszą sympatią. Nie jest łatwo go polubić, ale ma również wiele zalet – jest niebywale bystrym i wrażliwym obserwatorem rzeczywistości.

Czytelnik spragniony wartkiej akcji będzie srodze zawiedziony – ta w powieści Prousta jest właściwie szczątkowa. Chociaż przez powieść przewija się cała masa bardzo zróżnicowanych postaci, których losy splatają się ze sobą, nieczęsto zachodzą między nimi interakcje o dużym znaczeniu dla fabuły. Chcąc móc delektować się walorami tej prozy, należy porzucić oczekiwanie na konkretne, istotne wydarzenia – tutaj każda chwila jest bowiem jednym z nich.

Czar prozy Prousta tkwi w niemal obłędnej pedanterii zawartych w niej spostrzeżeń dotyczących działania umysłu ludzkiego oraz człowieczej natury, impresjach tak subtelnych, że w życiu codziennym ginących niemal w momencie swoich cichych narodzin. Niezrównana finezja i precyzja obserwacji psychologicznych oraz estetycznych idzie w parze z kompleksowo rozbudowanymi zdaniami. Czy ich obszerność i złożoność jest dostatecznie usprawiedliwiona? Czy Proust formą swoich wypowiedzi nie wyrządził trochę krzywdy treści? Czy nie powinien był wyrazić tego, co miał do powiedzenia, w sposób bardziej przystępny dla przeciętnego czytelnika? Jestem pewien, że nie. Owe prawdy, których jest piewcą, w przypadku wyrażenia ich w sposób prostszy utraciłyby swe żywe piękno. Sens zdań, równie piękny i nieuchwytny jak motyle, stałby się wtedy martwo przyszpilony słowami do kart książki. Tylko w tak zbudowanych zdaniach, goniących się galimatiasach, można było oddać ich ulotność.

Znaczną część powieści zajmują rozwlekłe opisy życia Francuskich salonów, których bywalcy pławią się w próżności zdającej się być ich żywiołem. Podczas czytania tego typu rozdziałów (ciągnących się nieraz setkami stron) doznawałem ambiwalentnych odczuć – czasami uznawałem je za ni mniej, ni więcej, tylko wysmakowaną nudę, kiedy indziej – za drobiazgowo odmalowany, wiekopomny obraz tamtego hermetycznego środowiska minionych czasów.

W pełne posiadanie swojego życia człowiek może wejść dopiero po wielu latach, wracając pamięcią do jego poszczególnych etapów i pojedynczych chwil, oraz oceniając je z perspektywy czasu. Proust dokonał tej wzniosłej sztuki. ”W Poszukiwaniu Straconego Czasu” jest monumentalnym – intelektualnym i emocjonalnym – triumfem nad życiem i śmiercią, nad przemijaniem. Jak przyznaje sam autor w ostatnim tomie cyklu, historia opisana na jego kartach jest fikcją; nie ma to jednak znaczenia, ponieważ prawdy, obserwacje i emocje w niej zawarte są prawdziwe, oparte na jego doświadczeniu życiowym.

Ocena: 10/10 (arcydzieło).

Beniamin Religa

Recenzja pierwotnie opublikowana na blogu Podwieczorek u Morfeusza.

Beniamin Religa – fikcyjne personalia autora bloga Podwieczorek u Morfeusza. Pasjonat literatury, przede wszystkim klasycznej, oraz pisarz-amator swoją twórczość publikujący na blogu.

 

wróć na górę