Przy muzyce o „Wyspie węży” Małgorzaty Szejnert

w dziale Archiwum/Co warto czytać? by

Stara dziennikarska prawda mówi, że najlepsze tematy mamy często na wyciągnięcie ręki. Przychodzą do nas w nieoczekiwanych okolicznościach i z nieoczekiwanych kierunków. Podobna historia stoi też za najnowszą reporterską książką mistrzyni gatunku – Małgorzaty Szejnert.

Podczas porządkowania rodzinnego archiwum Szejnert zauważyła, że o jej wujku, Ignacym Raczkowskim, przestało się mówić w 1939 roku. Tak jakby wraz z rozpoczęciem II Wojny Światowej rozpłynął się, zaginął. Wiedziona reporterskim instynktem postanowiła zbadać temat. Szybkie śledztwo zaprowadziło ją na szkocką wyspę Bute, do miejscowości Rothesay. Jak się okazało, po klęsce kampanii wrześniowej powstał tam swego rodzaju “polski obóz” – przeznaczone dla sanacyjnych wojskowych miejsce odosobnienia, w którym mieli spędzić wojnę i nie przeszkadzać nowym polskim władzom w prowadzeniu swojej polityki.

Znajdź na Woblink.com

Śladów po tym obozie nie pozostało zbyt wiele, podobnie jak dokumentów w polskich archiwach, więc Szejnert wybrała się na Bute osobiście. W towarzystwie swojego syna krok po kroku odtwarzała, co działo się na wyspie w latach 40. XX wieku. Pojedynczy mieszkańcy pamiętali jeszcze polskich gości, zachowali szczątkowe wspomnienia i pamiątki. W połączeniu z informacjami znalezionymi w archiwach i internecie, złożyły się na książkę. Książkę, która choć jest rasowym reportażem, to czyta się ją jak najlepszy thriller.

Czego tu nie ma – wątki personalne przeplatają się z romansami, rodzinnymi tragediami i wielką polityką. Dwutorowa narracja, podzielona na “teraz” i “kiedyś” pozwoliła autorce na oddanie całej palety uczuć, jakie targały zarówno nią, jak i opisywanymi przez nią bohaterami. Miesza się tu wiele kontekstów, jeden ciekawszy od drugiego. Jest przecież i historia i polityka, historie rodzinne i państwowe, aspekt lokalny i międzynarodowy. Wspaniałe jest wrażenie odkrywania kolejnych kart tej historii wraz z autorką. Dzięki wybitnie poprowadzonym wątkom nie mamy chwili wytchnienia. Z pewnością nikt nie poczuje się też przytłoczony opowieścią.

Wielka dbałość o szczegóły, cecha rozpoznawcza Szejnert, dała o sobie znać i przy okazji “Wyspy węży”. Godziny spędzone w archiwach, poszukiwaniach internetowych i wreszcie osobistym wyprawach zaowocowały opowieścią maksymalnie osadzoną w historii i doskonale udokumentowaną. Możemy mieć pewność, że jeśli jakiś dokument był do znalezienia, to Szejnert go znalazła, a informacje z niego skrzętnie wykorzystała na swoje potrzeby. Dzięki temu “Wyspa węży” odsłania nie tylko kulisy funkcjonowania Polaków w Rothesay, ale przybliża też całe historyczne tło, które jest kluczowe dla zrozumienia wielu wątków.

To o tyle ważne, że przy okazji dowiadujemy się nie tylko dlaczego powstał ten obóz i jak funkcjonowali w nim polscy żołnierze. Równie ważne z punktu widzenia czytelnika jest zrozumienie, jakie były w nim nastroje i nastawienie wobec politycznych decyzji zapadających w całej Europie. Jakie idee kiełkowały wśród żołnierzy i w jakim kierunku marzyli poprowadzić nową Polskę. Szejnert pozwala nam także dowiedzieć się, z jakiego powodu ci wspaniali wojacy, dżentelmeni, przystojni mężczyźni, nie są obecnie na wyspie pamiętani. Zachowali ich w pamięci jedynie najstarsi mieszkańcy, a w zasadzie ich garstka. Z wielu stron książki bije niemalże pewność, że Szejnert dotarła do nich dosłownie w ostatniej chwili.

Bazując na źródłach, autorka raczy nas co i rusz ciekawymi cytatami. Dobrze obrazują one ówczesną sytuację polityczno-społeczną, pokazują też, jak istotne z punktu widzenia oficerów spory i dylematy dziś wydają się zupełnie jałowe. Z drugiej strony wiele z nich okazuje się zaskakująco aktualne również i dziś. Chociażby poniższy cytat o kryzysach politycznych. Brzmi niemal jak żywcem wyjęty ze współczesnej prasy:

Zorientowałem się, że w Polsce zawsze jest pod ręką kryzys polityczny. Miałem dla Polaków wielką sympatię i podziw, ale nie mogę zaprzeczyć, że karmili się kryzysami, produkowali je z niezawodną gotowością i bez prowokacji.

Minusy? Nie stwierdzono. Małgorzata Szejnert to firma, która nie zwykła schodzić poniżej pewnego, niezwykle wysokiego poziomu. “Wyspa węży” z pewnością również zalicza się do reportaży z najwyższej półki. Szkoda jedynie, że na Bute zachowało się o Polakach tak mało informacji i żyje tak mało ludzi pamiętających tamte czasy. Gdyby historia tej książki zaczęła się 10-15 lat temu, mogłaby być jeszcze ciekawsza i jeszcze bardziej fascynująca. Tak czy inaczej, nie sposób przejść obok niej obojętnie.

DO SŁUCHANIA:

Keith Jarrett – After The Fall

Na początku marca ukazała się reedycja jednej z najbardziej niezwykłych i jednej z najlepszych płyt w dorobku Keitha Jarretta – “After The Fall”. Podobnie jak w przypadku Szejnert, stoi za nią osobista historia, jednak o zupełnie innym wydźwięku.

W latach 90. XX wieku Jarrett zachorował na chroniczne zmęczenie, które na kilka lat wyłączyło go z czynnego uprawiania muzyki. Gdy wracał do gry, nie był pewien swoich możliwości, obawiał się, że każdy koncert może być ostatnim. “After The Fall” to zapis pierwszego z nich, powrotnego występu artysty.

Jego obawy okazały się nieuzasadnione, bo nie tylko wydawnictwo okazało się olbrzymim sukcesem, ale także i on doskonale dał sobie radę na scenie. Determinację i świadomość, że nie zna do końca swoich możliwości, słychać w każdej nucie na tej płycie. Nie tylko u Jarretta, ale i jego muzycznych towarzyszy: Jacka DeJohnette’a i Gary’ego Peacocka. Dzięki temu otrzymaliśmy album, który jest nie tylko doskonały muzycznie, ale odzwierciedla też autentyczne, szczere emocje, towarzyszące wykonaniu utworów na żywo. Nic dziwnego, że “After The Fall” szybko został uznany za jeden z najlepszych w dorobku Jarretta i wszedł do kanonu współczesnej muzyki jazzowej.

Tekst autorstwa Pawła Cybulskiego. Pierwotnie ukazał się na portalu Przy muzyce o książkach.


Przy muzyce o książkach

Czytając słucham, słuchając czytam! Będę was tu namawiał do swobodnego łączenia tych dwóch pasji. Nazywam się Paweł Cybulski. Na co dzień zajmuję się marketingiem, PR i promocją. Na blogu daję upust swoim zainteresowaniom: czytam książki i słucham muzyki, żeby potem móc podzielić się wrażeniami z czytelnikami. Blog to też dla mnie dodatkowa motywacja, żeby czytać i słuchać jeszcze więcej. Działa!

Blog Przy muzyce o książkach powstał w lipcu 2016 roku. Jest poświęcony literaturze bez podziału na kategorie. Piszę o literaturze pięknej, reportażach, bajkach – o wszystkim co wpadnie mi w ręce i co mnie zafascynuje. Zapewniam też oprawę muzyczną do książkowych poszukiwań. Zapraszam do lektury!

wróć na górę