Category archive

Jak oni czytają

Nabokov, King, Burgess, czyli Stanley Kubrick i jego literackie inspiracje

w dziale Archiwum/Co słychać?/Co warto czytać?/Jak oni czytają by
Stanley Kubrick to jeden z najważniejszych twórców filmowych wszechczasów. Był reżyserem, producentem filmowym, montażystą i scenarzystą. Zapisał się na kartach historii kinematografii jako przełomowy, bezkompromisowy wizjoner, którego dzieła są szczegółowo, od początku do końca zaplanowanym konceptem artystycznym. Właściwie każdy z trzynastu nakręconych przez niego pełnometrażowych filmów stał się inspiracją dla innych twórców i stanowi obecnie klasykę kina. Niektóre z nich do dzisiaj budzą skrajne emocje, w innych z kolei widzowie znajdują potwierdzenie najgłośniejszych współczesnych teorii spiskowych. Wiele dzieł Stanleya Kubricka było zainspirowanych powieściami czy opowiadaniami. W związku z tym w okrągłą rocznicę urodzin reżysera (gdyby Kubrick żył, świętowałby właśnie 90 urodziny) przestawiamy wam przegląd jego najlepszych filmów opartych o literaturę lub przez nią zainspirowanych.

Zobacz cały wpis

Czytaj PL – najlepsze artykuły 2017 roku

w dziale Akcja Czytaj PL/Archiwum/Co słychać?/Co warto czytać?/Czytelnik XXI wieku/Dla zabieganych/Jak oni czytają/Jak zacząć.../TOP Książek by

Za nami pierwszy intensywny rok działalności, w trakcie którego odbyła się także najbardziej efektywna edycja ogólnopolskiej akcji promującej czytelnictwo Czytaj PL. Przez cały ten czas pisaliśmy o najważniejszych zapowiedziach literackich, publikowaliśmy wywiady z pisarzami i wydawcami, regularnie donosiliśmy o najciekawszych newsach dotyczących książek. Spośród przeszło trzystu artykułów prezentujemy te, które w ubiegłym roku były przez was najchętniej czytane.

Zobacz cały wpis

Wywiad z Agnieszką Heydrych

w dziale Archiwum/Co warto czytać?/Czytelnik XXI wieku/Jak oni czytają by
Agnieszka Heydrych jest niezwykle inspirującą kobietą. Choć ze względu na niepełnosprawność życie postawiło przed nią wiele wyzwań, Agnieszka godzi pracę z pasją i czynnym uczestnictwem w jednym z fandomów. Udziela się również w mediach społecznościowych i na forach dotyczących pracy, zwłaszcza zdalnej, przybliżając ten model zatrudnienia wraz z dogłębną analizą jego wad i zalet. Jest również bardzo aktywną czytelniczką, a niepełnosprawność nie jest dla niej przeszkodą w rozwijaniu i pielęgnowaniu czytelniczej pasji. To bardzo silna i odważna kobieta, która swoim życiem i pracą pokazuje, że nie istnieją przeciwności, których nie można pokonać, a przełamywanie barier zaczyna się przede wszystkim w naszych głowach.
Zobacz cały wpis

„Panie, daj Pan tę książkę!” O bookcrossingu słów kilka…

w dziale Archiwum/Co słychać?/Czytelnik XXI wieku/Jak czytać?/Jak oni czytają by

Dla wielu z nas książka stanowi dobro luksusowe. Nie ma co ukrywać, że dla typowego Kowalskiego zakup książek, kiedy jedna kosztuje około trzydziestu sześciu złotych, to spory wydatek, który obciąża domowy budżet. Zakup powieści w sieciówce często więc zamiast być przyjemnością, jest potrząsaniem pustym portfelem w poszukiwaniu zaginionych złotówek. A jednak – oprócz polowania na książki w Internecie i korzystania z biblioteki istnieje inny środek.

Co to w ogóle jest ten bookcrossing?

Na początku powinienem pokrótce objaśnić, czym jest bookcrossing i skąd się wziął. Zastanawiam się, czy wkleić tekst z Wikipedii z nadzieją, że się nie domyślicie, czy raczej spróbować zapisać tutaj moje chaotyczne myśli. Obawiam się jednak, że czujne oko naczelnego wykryłoby Wikipedię…

Zatem do rzeczy – bookcrossing narodził się w Stanach Zjednoczonych, czego można się domyślić po angielskim nazewnictwie. Pierwszy oficjalny pomysł powstał mniej więcej szesnaście lat temu, choć z pewnością książkami wymieniano się już od bardzo, bardzo dawna. I oczywiście nie tylko za oceanem. W języku polskim nie mamy słowa, które dokładnie oddawałoby sens wyrazu bookcrossing. W wolnym tłumaczeniu słowo to znaczyć mogłoby po prostu oddanie książki. Nie brzmi to dobrze, prawda? Dlatego w Polsce znacznie częściej oprócz terminu bookcrossing spotkać możemy po prostu hasła takie jak „wymiana książek” czy „wymiana książkowa”.

Pierwotnie bookcrossing związany był ze stroną amerykańskiego programisty Rona Hornbakera. Strona nazwana została po prostu bookcrossing.com i działa do dziś. Jej działanie polega na wymianie książek pomiędzy obywatelami USA. Później autor rozszerzył funkcjonalność strony, dzięki czemu wymieniać książkami mógł się cały świat. Wszystko to działo się w roku 2001.

Z biegiem czasu wymiany stały się popularne także w naszym kraju. W 2003 roku zaczęły działać polskie serwisy, które zrzeszały czytelników z Polski i umożliwiały im przekazywanie książek pomiędzy sobą. Wymiany z ręki do ręki stawały się coraz popularniejsze, odbywały się także dzięki portalom czytelniczym, których członkowie spotykali się i spotykają nadal na kawie. To właśnie przy dyskusjach o książkach wymieniano się powieściami i pożyczano je sobie.

Jak się jednak okazuje, wymienianie się książkami jest jeszcze lepsze, gdy nie umawiamy się z nikim przez sieć! W 2013 roku powstała grupa Śląskich Blogerów Książkowych, która zrzesza blogerów piszących o literaturze. Grupa ŚBK postanowiła udoskonalić ideę bookcrossingu z wymiany „z reki do ręki” na wymianę książkową opierająca się na stworzonej przez nich bazie książek, które przynieśli inni czytelnicy i które pozostały z poprzednich wymian. Ich pomysł okazał się tak wielkim sukcesem, że akcje kontynuowane są do dziś. W ciągu roku blogerzy ze Śląska organizują kilkanaście wymian w różnych miastach, a na każdej akcji nowy dom znajduje mniej więcej 200 książek!

O akcji blogerów mówi Zuzanna, która jest współzałożycielką grupy:

Zakładając grupę, nigdy nie spodziewaliśmy się wielkich akcji ani masy wiernych fanów. Dziś lubi nas już ponad 1600 osób, zdobywamy wiernych wymieniaczy, a z każdą wymianą rośnie liczba stałych bywalców! Cieszymy się, że wbrew badaniom i krytycznym opiniom Polacy nadal czytają i chętnie wymieniają się książkami.

Oczywiście nie tylko Ślązacy wymieniają się książkami. W Krakowie podobne wymiany organizuje Krakowskie Biuro Festiwalowe, a ich akcje znane są pod marką „Drugie życie książki”. Jak piszą organizatorzy na swojej stronie, rok temu udało się wymienić około szesnaście tysięcy książek! Akcje bookcrossingowe odbywały się już też między innymi w Gdańsku, Łodzi czy Poznaniu.

Kto z nas powinien zastanowić się nad bookcrossingiem?

Chyba każdemu z nas zdarzyła się ta przykra sytuacja, kiedy zakupiona przez nas książka nie spełniła oczekiwań. Powieść okazała się nudna, bohaterowie nijacy, na dodatek autor uśmiercił naszych faworytów. Znana historia? Jeśli należysz do grona osób, które czytają nałogowo, a na regałach upychasz książki zgodnie z formułą „na Tetris”, by wszystko się zmieściło, to warto zastanowić się nad wymianą. Może i nie zdobędziesz w ten sposób mnóstwa wolnego miejsca, ale będziesz mieć nowe książki. A to już sukces!

Macie miejsce na półkach, a nie macie środków na koncie? Bookcrossing także i w tym wypadku się sprawdzi. Musicie jednak być świadomi, że w tę zabawę grać możecie tylko, jeśli nie czujecie ze swoimi książkami szczególnej więzi. Tak, wiem, że trudno jest oddać książkę, z którą wiąże nas pewna historia. Bo przecież przy „Pięćdziesięciu twarzach Greya” prasowaliśmy koszulę do pracy, a „Zmierzch” czytaliśmy, kiedy jechaliśmy tramwajem. Mimo to czasem warto zacisnąć zęby i pozwolić im odejść. Bo może przyjść nowe. Lepsze.

Parę rad, między innymi o tym, by na wymianach nie mówić: „Panie, oddawaj Pan książkę!”

Zanim wybierzemy się na wymianę, musimy pamiętać o tym, by nasze książki były w dobrym stanie. Sami nie chcemy przecież przynieść do domu książek, które ubrudzone są bigosem czy innym swojskim jadłem. I nie zapomnijcie wziąć ze sobą okularów! Dobre oko to jedna z najważniejszych cech. Dzięki spostrzegawczości będziecie mogli wyłowić interesującą Was pozycję. Gorzej, kiedy na jeden egzemplarz rzuci się trzech wygłodniałych czytelników. Wtedy liczy się szybkość, więc pamiętajcie, by ubrać się wygodnie. I choć czasem na wymianę przyjdą Janusze marzące o wyrwaniu Wam książek z ręki i sprzedaniu ich potem na Allegro – nie dajcie się! Pamiętajcie, że na wymianach też panują reguły!

Książkowe domki, czyli pomysł, który nie zawsze się sprawdza

Oprócz wymian z ręki do ręki często pojawiają się także specjalne punkty, w których można oddać swoją książkę, a do domu zabrać coś nowego (lub w ogóle nic nie zabrać). I choć pomysł wygląda bardzo ładnie i zaistniał już w wielu miastach, to z komentarzy pojawiających się w sieci wynika jednak, że niestety, ale w Polsce idea skrytek z książkami nie sprawdza się tak dobrze jak chociażby w Wielkiej Brytanii. Mimo dobrego pomysłu, książkowe budki często świecą pustkami, rozkradane przez bezdomnych i typowych Sebiksów.

Czyli jak ostatecznie z tym bookcrossingiem?

Wydaje mi się, że mimo wszystko wymiany z reguły się udają i nikt nie wychodzi z pustymi rękami. Bookcrossing to świetny pomysł na uzupełnienie swojej biblioteczki o całkiem nowe książki w zamian za te, które nas zawiodły czy rozczarowały. Oczywiście najpierw musimy się uporać z naszym sentymentem. Ale uzgodnijmy coś sobie – jeśli książka naprawdę była zła, to po co ją trzymać? Czasem trzeba zamknąć w swoim życiu pewien rozdział i otworzyć kolejny… Z nową książką!

Wymiany książkowe są teraz tak powszechne, że chyba każdy o nich słyszał. Pojawiały się prawdopodobnie we wszystkich większych miastach oraz w wielu małych miejscowościach. Zasady działania są naprawdę bardzo proste. Jeśli więc w Waszej okolicy nie działa żadna grupa, która takie wymiany organizuje, może warto samemu wyjść z inicjatywą? Bo przecież nie trzeba wiele. Wystarczy zaangażować w akcję lokalną bibliotekę i księgarnie, poinformować czytelników oraz wybrać odpowiednie miejsce. I już – przepis na sukces gotowy!

Macie pytania dotyczące organizacji czy działania wymian? Piszcie śmiało! Koniecznie podzielcie się także informacją, czy w Waszym mieście organizowane są wymiany lub czy sami będziecie jakąś organizować!

Patryk Obarski

O blogerze:

Patryk Obarski – bloger, freelancer, copywriter.

Jego blog Moje-Bestsellery.blogspot.com powstał w roku 2014 jako miejsce, w którym mógłby dzielić się swoimi przemyśleniami na temat książek i spraw związanych z literaturą. Na blogu pojawiają się głównie recenzje beletrystyki, felietony oraz posty tematyczne.

Z biegiem czasu i każdym kolejnym tekstem, Moje Bestsellery rozwijają się coraz bardziej dynamicznie, a czytelników ciągle przybywa! Obecnie praca nad Bestsellerami to nie tylko hobby, ale stały element każdego dnia.

Warto zajrzeć także na social media autora: Facebook i Instagram.

W poszukiwaniu Wielkiego Buka – wywiad z Olgą Kowalską

w dziale Archiwum/Co warto czytać?/Jak oni czytają/Sławni czytają/TOP Książek by

O poszukiwaniu powieści idealnej, łączeniu pracy z pasją, swoich ulubionych lekturach, planowaniu pracy, tworzeniu filmów i współpracy z wydawnictwami opowiada Olga Kowalska, recenzentka, autorka strony i vloga Wielki Buk, wyróżniona na naszym portalu tytułem Blogera Miesiąca.

Zobacz cały wpis

Oczytany egoista

w dziale Archiwum/Co słychać?/Czytelnik XXI wieku/Jak oni czytają by

Pewnego dnia po prostu wstajesz i wiesz. To dziś. Nie można już być człowiekiem renesansu, nie da się nadążyć za wszystkimi we wszystkim, więc obierasz sobie jedną dziedzinę. Będziesz panią/panem literackiego światka. Będziesz błyskać inteligencją w towarzystwie, odpowiadać na pytania w “Milionerach” jeszcze zanim pojawią się odpowiedzi, rzucać na prawo i lewo skojarzeniami i ogólnie będzie Ci lepiej. A potem stawiasz stopy na podłodze i rzeczywistość łapie Cię za kostki. Tylko co to dziś znaczy być „oczytanym”? I, co gorsza, od czego zacząć?

Być może w pierwszym odruchu popędzisz do wujka Google, by się czegoś dowiedzieć. Jeśli tak, pozwolimy sobie kontynuować, a Ty dołączysz później. Rynek literacki rozwinął się tak potężnie, że chyba więcej dziś książek niż czytelników, i to nie (tylko) dlatego, że podobno Polacy nie czytają. W księgarniach pojawiają się kolejne półki z gatunkami literackimi, o których wcześniej nie słyszałeś. Stolik z „bestsellerami” zmienia się co kilka dni i kiedy po dwutygodniowej chorobie wszedłeś na stronę z nowościami, poczułeś się jak w zupełnie obcym miejscu. Dotychczas miałeś trochę problemów nawet z tak zwaną klasyką, choćby tą, którą wpisano na listę lektur. Nużył Cię Sienkiewicz, skręcało Cię przy Gombrowiczu, nie przebrnąłeś przez opisy przyrody w “Nad Niemnem”, a “Krzyżaków” znasz głównie z filmu Aleksandra Forda, bo puszczają go w każdą Wielkanoc i jakoś tak zawsze trafiasz na te dwa nagie miecze. Wertera przemęczyłeś, z “Dziadów” nie rozumiesz nic a nic, a do “Lalki” musiałeś się długo przekonywać. To jednak było dawno, dawno temu, teraz jesteś innym człowiekiem, z pewnością dojrzałeś do “Chłopów” i wreszcie z zachwytem wchłoniesz w jeden, no, może w dwa wieczory “Zbrodnię i karę”. I już byliśmy w ogródku, już witaliśmy się z gąską, a tu bach! po łbie – wszystko super, ale gdzie ustanowić granicę „klasyki”? Co z książkami współczesnymi? Kto Ci powie, które MUSISZ znać?

Może wszelkie listy typu „1000 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią” coś pomogą? Masz jednak z tyłu głowy, że zanim dobrniesz do 50. pozycji na liście, na stoliku z nowościami pojawi się już dwieście kolejnych publikacji, z czego co najmniej dwadzieścia okrzykniętych będzie „debiutami na miarę literackiego Nobla” albo chociaż Nike. I nagle orientujesz się, że siedzisz na dywanie, patrzysz tępo na swoje stopy, a całe stada książek latają Ci wokół głowy, jak gdyby każda stała się złotym zniczem, wołającym, by go dopaść.

Więc co – czytać wszystko, nie jeść, nie pić, zapuścić brodę (lub, alternatywnie, włosy w jakimkolwiek innym miejscu) i robić to ze świadomością, że jesteśmy Achillesem, który wedle Zenona z Elei nigdy nie dogoni żółwia? Przykra wizja, zwłaszcza z tym niejedzeniem. A może inaczej – myślisz, goląc brodę (lub inne włosy) kolejnego poranka – może skupić się na jednym, swoim? Raz poczytać Stasiuka, a raz Słowackiego. Raz Szczerka, a raz Cobena. Raz Mroza, a raz rzucić to wszystko i rozwiązać sudoku. Uśmiechać się dalej ładnie do stolika z nowościami i brać tylko te tytuły, których pierwsze zdanie, jakie przeczytasz, otwierając książkę na chybił trafił, zachwyci Cię i porwie. Może po prostu zostać egoistą literackim – kiwasz głową, robiąc sobie kolejną kawę – oczytanym, tak – ale na własnych warunkach.

Olga Kosińska

O autorce

Wieczna studentka, aktualnie sercem i ciałem na zarządzaniu kulturą UJ. Czyta, gdzie tylko się da i pisze do szuflady, a jak już chce na chwilę zrobić coś innego, to działa dla Krakowskiej Sceny Muzycznej lub zagłębia się w Youtube. Lubi moment, kiedy kawa zmienia kolor po dodaniu mleka, uważa gluten za wymysł, koty za sekretnie rządzące światem, a czekoladę i papier za przejawy technologicznego geniuszu człowieka.

Kochać książki jak Islandię

w dziale Archiwum/Jak czytać?/Jak oni czytają by

Czy wiecie, że naród czytający najwięcej książek per capita mieszka na mroźnej północnej wyspie niemalże pozbawionej drzew? Pozbawiony podstawowych źródeł surowca, z którego można produkować papier – elementarny budulec opasłych tomów? A jednak jego umiłowanie powieści jest tak wielkie, że nie tylko od wieków zdobywa je mimo wszelkich przeciwności losu, ale też w okresie świąt rynek zalewa tak przeogromna ilość publikacji, że nazywa się to „powodzią książek”. Doprawdy, Islandczycy są niesamowici i chyba nikt nie kocha czytać tak jak oni. A zjawisko to trwa od wieków.

Zobacz cały wpis

wróć na górę