Niech żyje „Król” – adaptacja powieści Twardocha w Teatrze Polskim

w dziale Archiwum/Co warto czytać?/To nas grzeje by

Warszawa, maj 2018 roku. Minimalistyczna grafika z wielką gwiazdą Dawida, a nad nią korona. Pod spodem słowo „Król” oraz trzy nazwiska – Twardoch, Demirski i Strzępka. W tle Stadion Narodowy – symbol rodzimego sportu ubrany w biało-czerwoną zbroję. Brzmi jak tykająca bomba…

…która wybuchła. Zarówno w realu, jak i w sieci. Dawno nic mnie tak nie ucieszyło, jak widok zdjęć zdewastowanych afiszy „Króla” – najnowszego spektaklu autorstwa duetu Strzępka / Demirski. Podobnie z obelgami skierowanymi w stronę autora adaptowanej powieści, Szczepana Twardocha, oraz (tu cytuję) „wpychających się drzwiami i oknami” przyszłych „okupantów” naszego kraju, Żydów, i „gwiazdy smrodu”. Szkoda by było, żeby „Król” przeszedł bez echa. Scenariusz oparty na bestsellerowej książce, drażliwy temat relacji polsko-żydowskich, w obsadzie takie nazwiska jak Seweryn, Zbrojewicz czy Schejbal, a to wszystko przy okazji ewakuacji Demirskiego i Strzępki z upolitycznionego Teatru Starego w Krakowie (choć chodzą słuchy, że jest szansa na ich powrót). Wbrew obawom hejterów sztuka wyszła poza mury teatru i wzbudza emocje. Wkurza tych, których miała, i z każdym spektaklem jest o niej coraz głośniej. Duża w tym zasługa autora plakatu – Luki Rayskiego.

Kup ebooka lub książkę na Woblink.com

W „Królu” nie ma postaci czarno-białych. Żydzi, Polacy, socjaliści, endecy, komuniści, prostytutki, dziennikarze, politycy – wszyscy mają za uszami. Walka o dominację w przedwojennej Warszawie trwa w najlepsze, każdy dopuszcza się nieczystych zagrywek, sympatyzowanie z kimkolwiek zakrawa o syndrom sztokholmski. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy do gry wkrada się ksenofobia, gdy różnicy nie wyznacza sprawność w bezpośredniej walce, strefy wpływów czy poglądy polityczne, a czysta (o ironio!) rasowa nienawiść, na dodatek po cichu (sic!) popierana przez władzę.

Strzępka i Demirski bardzo zwinnie przemycili w swojej sztuce aluzje do obecnej władzy w Polsce. Nie jest to tak intensywne bombardowanie rządu jak chociażby w „Klątwie”, jednak teksty: „co to za premier, co wszystko podpisuje” czy „Konstytucja? Coś tam się napisze” wzbudzają śmiech na sali. Ten śmiech zostaje jednak szybko przerwany słowami członka ONR-u Andrzeja Ziembińskiego (w tej roli Krzysztof Kwiatkowski), który z dumą podkreśla sensowność zamknięcia Żydów w obozach, ogrodzenia ich kolczastym drutem i odebrania im jakichkolwiek praw obywatelskich. Gorzej, gdy uświadamiamy sobie, że tacy chłopcy jak Ziembiński, z podniesionymi przed siebie w rzymskim salucie prawymi rękami, w brunatnych koszulach, z zieloną opaską na ramieniu i skórzanych wojskowych butach, pojawiają się nie tylko na kartach powieści Twardocha, a ich kreacja na scenie to nie karykatura. Obóz Narodowo-Radykalny, poglądy i zachowanie jego członków nie są wytworami chorej fantazji „antypolskich” artystów. Można ich zobaczyć na ulicach polskich miast machających sztandarami z falangą i bezkarnie skandujących ksenofobiczne hasła.

Wydaje mi się, że popularność dzieł Twardocha w teatrze tkwi w strukturze jego powieści. Nic dziwnego, że trzy jego ostatnie książki: „Morfina”, „Drach” i „Król” doczekały się adaptacji teatralnych (przyp. red.: premiera „Dracha” planowana jest na jesień). Sposób prowadzenia narracji i kreacje bohaterów w „Królu” doskonale sprawdziły się w dramacie. Co ciekawe Strzępka i Demirski praktycznie nie kombinowali – niewiele zmienili w warstwie fabularnej czy dialogowej. Szapiro, Kaplica czy Pantaleon mówią i zachowują się dokładnie tak, jak ich książkowe pierwowzory.

Przez cały spektakl nie byłem pewien, czy jestem w teatrze, czy w kinie. Czy to źle? Trudno stwierdzić. Strzępka i Demirski dokonali czegoś niesamowitego, zatarli granicę między sztuką teatralną a telewizyjnym show. Ich fascynacje było widać już przy okazji kilkuodcinkowego spektaklu teatralnego pod tytułem „Klątwa” czy chociażby przy pracy nad telewizyjnymi „Artystami”. Filmowości nadaje także intensywność, z jaką widzowie przerzucani są między burdelami, sklepami, zadymionymi knajpami i salami, na których rozgrywane są mniej lub bardziej legalne walki bokserskie. Wszystko za sprawą doskonale zaaranżowanej, efektownej scenografii Anny Marii Kaczmarskiej. Podobnie jak w filmie czas i miejsce akcji systematyzują wyświetlane na scenie napisy.

Zrzut ekranu z profilu Sary II Polsko-Palestyńska Nacjonalistka II 

„Króla” ogląda się jak sprawne połączenie filmu noir, kryminału i thrillera sensacyjnego. W scenach pościgów samochodowych na jednej ze ścian wyświetlane jest to, co aktualnie dzieje się w pojeździe. I nawet wykorzystanie współczesnej muzyki (Dead Kennedys, Nick Cave, Dropkick Murphys) nie powoduje rozmycia przedwojennej aury. Wręcz przeciwnie, myślę, że to kolejne mrugnięcie okiem w stronę fanów takich produkcji jak chociażby „Peaky Blinders”.

W jednej ze scen Ziembiński z wyprostowaną przed siebie prawą ręką śpiewa „Chwała wielkiej Polsce”. Łamie zasadę czwartej ściany i zwraca się do widowni, by podłapała słowa pieśni. Rzecz jasna nikt mu nie wtóruje, na sali słychać chichoty i szmery. Mimo że scena jest mocna i wzbudza emocje, to rodzi się pytanie, czy taki zabieg zaszczepi w widzach jakąś myśl prowadzącą do głębszej refleksji? Twórcy spektaklu mogli zdecydować się na bardziej odważne rozwiązania. Bez tego ich dzieło jest po prostu dobrze zrealizowaną, odtwórczą adaptacją książki, która mogła być punktem wyjścia do mocnego eksperymentu. Więcej tutaj trików i efekciarstwa niż mocnego, antynacjonalistycznego przekazu. A szkoda, bo spektakl grany w świetle antysemickich wybryków w internecie i dewastacji plakatów w mieście mógł pozwolić sobie na więcej.

Szczepan Twardoch ma ogromne szczęście do adaptacji. Tak jak „Król” pokazywany jest w Warszawie, tak „Drach” zagości na deskach Teatru Śląskiego, co podkreśla lokalny wydźwięk obu sztuk. Pod względem artystyczno-rozrywkowym „Drach” ma na pewno wysoko postawioną poprzeczkę do przeskoczenia. „Król” to szalenie wciągająca, intensywna rozrywka. Jak będzie z przekazem „Dracha”? Przekonamy się.


O autorze

Miłośnik literatury pięknej uzależniony od koncertów i festiwali. Chciałby robić tysiąc rzeczy na raz, jednak na drodze do spełnienia stoi jego największy wróg – czas.

Rocznik 94. Redaktor Xięgarni.pl, All in University, kiedyś związany z Valkirią Network. Student Zarządzania Kulturą i Mediami UJ.

Najbardziej lubi poznawać, rozmawiać i przebywać z ludźmi, którzy go inspirują.

wróć na górę