Wywiad z Agnieszką Heydrych

w dziale Archiwum/Co warto czytać?/Czytelnik XXI wieku/Jak oni czytają by
Agnieszka Heydrych jest niezwykle inspirującą kobietą. Choć ze względu na niepełnosprawność życie postawiło przed nią wiele wyzwań, Agnieszka godzi pracę z pasją i czynnym uczestnictwem w jednym z fandomów. Udziela się również w mediach społecznościowych i na forach dotyczących pracy, zwłaszcza zdalnej, przybliżając ten model zatrudnienia wraz z dogłębną analizą jego wad i zalet. Jest również bardzo aktywną czytelniczką, a niepełnosprawność nie jest dla niej przeszkodą w rozwijaniu i pielęgnowaniu czytelniczej pasji. To bardzo silna i odważna kobieta, która swoim życiem i pracą pokazuje, że nie istnieją przeciwności, których nie można pokonać, a przełamywanie barier zaczyna się przede wszystkim w naszych głowach.

Kiedy i w jaki sposób rozpoczęła się pani przygoda z czytelnictwem?

W dzieciństwie. Moja pamięć sięga do czasów, gdy zaczytywałam się w przygodach Mary Poppins oraz uciekałam do szafy, za którą kryje się Narnia – mówię o cyklu „Opowieści z Narnii”, który do dziś darzę niesamowitym sentymentem. Potem była „Ania z Zielonego Wzgórza”. Oczywiście książek było więcej, ale te zapadły mi w pamięć najbardziej.

"Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery; Wywiad z Agnieszką Heydrych
Znajdź na Woblinku
Czy książki i czytelnictwo od zawsze były obecne w pani domu? Jakie były pierwsze książki, które pani czytała?

Z tego co pamiętam to tak. Oprócz tych książek, o których wspomniałam wcześniej, to już jako wczesna nastolatka zaczęłam czytać horrory i książki SF – literaturę, którą bardzo lubi mój tata. Tak, zdecydowanie po nim przejęłam zamiłowanie do tego typu książek czy filmów. Nie przepadam za czytaniem romansideł –nudzą mnie, męczę się przy nich. Pamiętam, że kiedyś, jak byłam z rodziną pod namiotem, mieliśmy pecha z pogodą. Moją rozrywką były wtedy książki. Niestety pod ręką miałam jedynie romansidła – oj, to była katorga. Nigdy więcej!
A czytanie w mojej rodzinie jest popularne do dziś – z tego co wiem, to moi rodzice czytają przynajmniej dwie książki w miesiącu. Podobnie jest w rodzinie mojej siostry – ona i jej córka także poświęcają dużo czasu na lekturę. Siostrzenica nawet więcej i wcale nie na lektury szkolne. Oliwia zresztą odziedziczyła po mnie mój pierwszy czytnik.

Bardzo szybki rozwój technologii w ciągu ostatnich lat w znacznym stopniu wpłynął na czytelnictwo, a w szczególności czytelnictwo osób niepełnosprawnych. Jakie technologiczne udogodnienia związane z czytaniem okazują się być najważniejsze w odniesieniu do czytania i pozyskiwania książek przez panią?

Przede wszystkim pojawienie się księgarni internetowych. Głownie tych, które pozwalają kupować e-booki czy audiobooki. Jestem minimalistką i to rozwiązanie bardzo mi odpowiada. Poza tym wygodniej iść np. na plażę z czytnikiem niż książką. Czasem bywa tak, że zaczynam czytać kilka książek i dopiero po 20 stronach zostaję przy jednej. Nie wyobrażam sobie tego z tradycyjnymi książkami.

W jaki sposób nowe technologie pomogły pani w byciu aktywną czytelniczką?

Przede wszystkim czytam więcej, no i to, co chcę, a nie to, co jest dla mnie dostępne. W tej chwili jedyne ograniczenie to finanse.

Jak dawniej, przed chociażby tak dużą popularnością e-booków i czytników, wyglądał pani kontakt z literaturą?

Do momentu pojawienia się księgarni internetowych, a szczególnie e-booków, czytałam bardzo mało. Dopóki chodziłam do liceum czy na studium, było całkiem dobrze – miałam większe możliwości wypożyczania tego, co chciałam. Ale potem się skończyło. Ograniczałam się jedynie do artykułów dostępnych w Internecie. I nie ukrywam, że na moje czytelnictwo pozytywnie wpłynęło też to, że zaczęłam zarabiać.

Jaka forma czytelnictwa i jakie książki odpowiadają pani najbardziej?

Ogólnie nie ma dla mnie znaczenia, czy czytam książkę papierową, czy w formie e-booka. Najważniejsza jest treść. Ale nie ukrywam, że bardziej odpowiadają mi e-booki. Nie mogę jedynie przekonać się do audiobooków. Wprawdzie posiadam bodajże dwie książki w takiej formie, ale jeszcze ich nie słuchałam. Boję się, że lektor narzuci mi odbiór książki. A tego bym nie chciała.

W jaki sposób zaopatruje się pani w książki? Czy ma pani jakieś sugestie albo rady dla księgarni, w jaki sposób mogą ułatwić zakupy osobom niepełnosprawnym?

Obecnie najczęściej kupuję e-booki w Woblinku. Głownie dlatego, że najbardziej odpowiada mi interfejs tej strony. Nie ukrywam też, że akcja „bumerang” swoje robi. Korzystam też z platformy „Upoluj e-booka”, by znaleźć coś, co mnie interesuje, w takiej cenie, jaką jestem w stanie zapłacić – bardzo polecam. Uważam, że lepiej poczekać na interesującą nas cenę, niż np. ściągać nielegalnie, bo raz – narażamy się na kary o wiele wyższe niż cena książki, a dwa – no sorry, czy jest ktoś, kto lubi, jak mu się za pracę nie płaci? Przy czym jestem w stanie zrozumieć niektóre kwestie piracenia. Ale tylko niektóre.
Jeśli chodzi o rady – to sugerowałabym dostosowanie stron internetowych dla potrzeb osób niedowidzących oraz niewidzących. O ile takie osoby mogą słuchać książek, o tyle ich kupienie jest dla nich trudne. W przypadku księgarni stacjonarnych fajnym pomysłem byłoby oferowanie usługi dowozu książek do domu. Ten pomysł byłby dobry także dla bibliotek. Wydaje mi się, że problem trudnego dostępu do książek sprawia, że np. osoby niepełnosprawne ruchowo piracą książki. Bo nie stać ich na kupowanie, a np. do bibliotek często mają utrudniony dostęp, bo są tam schody.
Ponadto szersze przejścia między regałami – trudno operować wózkiem inwalidzkim, szczególnie elektrycznym, jak jest za mało miejsca. A czasem nie można gdzieś dojść i człowiek rezygnuje. Może lepsze oświetlenie czy możliwość skorzystania z lupy – szczególnie w bibliotekach.

Jakie książki wpłynęły znacząco na pani życie i światopogląd?

Myślę, że taką książką jest „Bóg urojony”. Chyba ona najmocniej wpłynęła na utwierdzenie mnie w przekonaniu, że jestem ateistką, i zrozumienie dlaczego nią jestem. Wprawdzie dziś uważam, że jest to książka zbyt agresywna i raczej dla osób, które już odchodzą od wiary, a nie dla tych, którzy w tej wierze trwają, ale mają wątpliwości.

"Bóg urojony" Richard Dawkins; Wywiad z Agnieszką Heydrych
Znajdź na Woblinku

Drugą taką książką jest „Skok anioła” Maud Marin. Piękna opowieść o walce o własne ja. Ta książka pozwoliła mi w pewnym sensie uporać się z moją innością. Pokazała mi, że trzeba walczyć. Nawet wtedy, gdy mamy wrażenie, że nam nie wyjdzie.

Który gatunek literacki jest pani ulubionym?

Zdecydowanie science fiction. Niemal od zawsze zaczytywałam się w książkach popularnonaukowych i właśnie science fiction. Lubię też książki związane z psychologią czy socjologią. Fascynuje mnie człowiek pod kątem emocjonalnym czy moralnym – dlaczego dokonuje takich a nie innych wyborów. Właśnie to odnajduje w tych gatunkach literackich. Bo prawdziwe science fiction to nie tylko wybuchy, kosmici, ale też, a może nawet głównie, poruszanie ważnych problemów społecznych czy moralnych. I to połączenie bardzo mi odpowiada. Choć wiem, że nie są to książki, przy których można odpocząć od codziennych problemów – często są trudne. Ale ja lubię, jak coś wymaga ode mnie myślenia. Właściwie to jest mój sposób na oderwanie się od moich problemów tu i teraz.

Jakie są inne pani pasje związane z szeroko pojętą kulturą popularną?

Z szeroko pojętą kulturą popularną? Filmy – oczywiście głównie science fiction oraz psychologiczne. Ot taki mój konik. Uwielbiam też oglądać programy pokazujące inne kultury. Poza tym (choć nie wiem, czy można to podciągnąć pod kulturę popularną) kiedyś malowałam obrazy. Najbardziej lubiłam tworzyć abstrakcje. Choć mam wrażenie, że malowałam je tylko do pewnego momentu – by moja dusza się wykrzyczała. Potem były bardziej tradycyjne obrazy. Teraz nie mam możliwości, by malować. No i nie ukrywam, że wyszłam z wprawy.

Słyszałam, że udziela się pani w fandomie. Mogłaby pani na początku wyjaśnić czytelnikom, co to dokładnie jest fandom i opowiedzieć o fandomie, w którym pani funkcjonuje?

Od dość dawna jestem fanką „Gwiezdnych wojen”. Wprawdzie przyznaję bez bicia, że nie przeczytałam wielu książek z tego uniwersum. Niektóre były dla mnie nie do przebrnięcia. Ale perełki też się znajdą. Uwielbiam ten świat. Wydaje mi się, że jest on połączeniem tego wszystkiego, co najbardziej lubię. A sam fandom… to zbiór ludzi, różnych ludzi. Z jednymi się zgadzasz, a z innymi nie. Niemniej, fantazji i poczucia humoru nie można im odmówić. Poznałam w ten sposób kilka wspaniałych osób, z którymi potrafię godzinami rozmawiać o tym co, kto i dlaczego, czy analizować psychikę bohaterów. Zresztą nie tylko. Są to osoby, które przypomniały mi, co to jest mieć przyjaciela. I nie ukrywam, że jestem panu Lucasowi za to wdzięczna.

Jak pani godzi życie zawodowe z tyloma czasochłonnymi pasjami?

Bywało ciężko. Gdy miałam bardzo dużo pracy, to szczerze mówiąc, nie miałam czasem ochoty na nic więcej poza nicnierobieniem. Ale jak tylko przychodziła wena, to czas i ochota zawsze się znalazły. Wtedy czas się nie liczy i myśli się tylko o tym, kiedy wybije 17 i będzie można usiąść do tego, co się lubi robić.

Agnieszka Heydrych
Udziela się pani na forach dotyczących pracy, w szczególności pracy zdalnej. Proszę powiedzieć, jakie są pani zdaniem trudności i udogodnienia pracy w domu?

Przede wszystkim praca zdalna nie jest dla każdego. Wiem, że wielu ludzi pociąga taka perspektywa, ale ta forma pracy wymaga bardzo dużo samodyscypliny i umiejętności organizacji czasu. Jeśli mamy z tym problem, to powinniśmy z takiej formy pracy zrezygnować. Praca zdalna spodobać się może komuś, kto nie lubi, jak mu szef stoi nad głową i patrzy na ręce. Co nie oznacza, że mamy wtedy totalną samowolkę. Podobać się też może komuś, kto ma trudności ze skupieniem się, gdy wokół ciągle ktoś się kręci. Przyznam, że z tych dwóch powodów nie umiałabym pracować w open space. Wizja takiej pracy to dla mnie koszmar. Łatwiej mi się skupić w domu. Choć w sumie mam tam trzy przeszkadzaczki, czyli moje kotki.😊Nauczyłam je, że w określonych godzinach nie ma przytulania, ale one czasem muszą teraz, już, natentychmiast się przytulić i basta. I nie, nie zapominam ich nakarmić. Ale chwilowe oderwanie się od obowiązków, by poprzytulać i pogłaskać jest niesamowite. I tego bym nie miała, pracując w biurze – to zdecydowany plus. Plusem jest też to, że nie muszę się martwić o to, że się nie wyśpię. Często budzę się np. na 30 minut przed rozpoczęciem pracy i wyrabiam się bez problemu. Zresztą jak mam ochotę, to pracuje leżąc. Nie pamiętam też, kiedy ostatni raz brałam L4, ale to chyba plus dla pracodawcy. 😉

Na czym polega pani niepełnosprawność? Czy w kontekście pracy i pasji jest ona dla pani utrudnieniem czy wprost przeciwnie?

Poruszam się na wózku inwalidzkim. I jeśli mogę mówić o jakichś utrudnieniach, to są to schody – te istniejące materialnie, jak i te w ludzkich umysłach. W przypadku pasji jest to może niewielkie utrudnienie. Ale w pracy bywa dość uciążliwe. Niestety te schody w umysłach pracodawców sprawiają, że nawet wtedy, gdy mogłabym pracować na danym stanowisku (bo obowiązki można wykonywać zdalnie), to niestety muszę o tym zapomnieć. Ale mam nadzieję, że świadomość i podejście pracodawców zmienią się na plus. To też nie tak, że mam wobec nich jakieś pretensje czy żądania – rozumiem to, że mogą mieć wątpliwości, czy ktoś będzie pracować, jeśli nie będzie mu się patrzeć na ręce. Jednak…otwartość i zaufanie mogą bardzo procentować. A jeśli ktoś okaże się leniem, zawsze taką osobę można zwolnić. Przecież taką możliwość zapewnia nawet kodeks pracy.

Na koniec chciałabym jeszcze zapytać, czy mogłaby pani podzielić się z czytelnikami ulubionymi książkami?

Moje ulubione książki… może wymienię nie moje ulubione, choć „Opowieści z Narnii” wielbię do dziś, ale te, które według mnie warto przeczytać. Pierwszą skieruje do dzieci. „Opowieści z Narnii” – książka, która rozpala dziecięcą wyobraźnię i uczy, że nie należy się poddawać i być ciekawym świata. W sumie to niektórzy dorośli też powinni ją przeczytać.

"Opowieści z Narnii" C.S. Lewis; Wywiad z Agnieszką Heydrych
Znajdź na Woblinku

Druga pozycja to „Historia twojego życia” Chianga – jest to książka o porozumiewaniu się. A wydaje mi się, że obecnie mamy z tym problem i to spory. Problem z rozmawianiem, słuchaniem i rozumieniem innych ludzi.

„Historia twojego życia” Ted Chiang; Wywiad z Agnieszką Heydrych
Znajdź na Woblinku

Trzecia książka to „Spóźnieni kochankowie” Whartona – czytałam ją dawno temu. Nie jest to typowe słodkie romansidło. To książka o dojrzałej miłości, w której nie brakuje rys. Uważam, że warto ją przeczytać, bo przypomina, co jest tak naprawdę ważne w miłości. A o tym chyba też w dzisiejszych czasach zapominamy, idąc na łatwiznę i kończąc związki z błahych powodów.

„Spóźnieni kochankowie” William Wharton; Wywiad z Agnieszką Heydrych
Znajdź na Woblinku

Z Agnieszką Heydrych rozmawiała Martyna Gancarczyk

 

wróć na górę