„Pan Mercedes” – książka czy serial?

w dziale Archiwum/Jak czytać?/Książka czy film by
Za każdym razem, kiedy słyszę, że powstaje nowy serial lub film na podstawie którejś z książek Stephena Kinga ogarnia mnie przerażenie. Boję się nawet pomyśleć o tym, co zobaczę na ekranie. Obawiam się, że znowu będzie to tak cholernie słabe, że zrobi mi się przykro z powodu zmarnowania kolejnej powieści jednego z moich ulubionych pisarzy, jakim niewątpliwie, mimo wielu wpadek, nadal jest Stephen King.

Dlatego też, kiedy usłyszałam o serialu zrealizowanym na podstawie powieści „Pan Mercedes” początkowo nie miałam zamiaru go nawet oglądać. Za dobrze pamiętałam tragiczną „Komórkę” z Johnem Cusackiem i Samuelem L. Jakcksonem czy wprost fatalną serialową adaptację opasłego tomiszcza „Pod kopułą”, żeby po „Panie Mercedesie” spodziewać się czegokolwiek dobrego. Nadziei na dobrą ekranizację nie przynosi także serial „Mgła” – równie słaby jak poprzednie przykłady. Początkowo więc wychodziłam z założenia, że może być tylko gorzej. Zwłaszcza, że jednym z producentów wykonawczych serialu jest Jack Bender, który miał duży wkład we wspomniany wcześniej okropny serial o tajemniczej kopule odcinającej małe miasto od całego świata. Szansę dawało to, że Bender był również związany z takimi dziełami jak „Rodzina Soprano”, którą uważam za najlepszy obyczajowo-gangsterski serial w historii. Dlatego też stwierdziłam, że raz kozie śmierć, do odważnych świat należy i tak dalej.

Obejrzałam pilot i muszę przyznać, że ten serial to naprawdę świetna rozrywka. Okazał się nad wyraz udaną produkcją. Nie wiem czy to za sprawą wyjątkowo niskich oczekiwań, czy z sentymentu wobec Kingowskiego pierwowzoru, ale to co w pierwszym odcinku zaprezentowali twórcy naprawdę dobrze się oglądało.

Znajdź na Woblink.com

Historia stworzona przez mistrza horroru w pierwszym tomie trylogii o emerytowanym detektywie jest prostą opowieścią, którą każdy już gdzieś słyszał. Mianowicie mamy tutaj ekspolicjanta Williama Hodgesa, który źle znosi przejście na emeryturę. Zostawił za sobą pełną sukcesów karierę detektywa. Jedna sprawa nie została jednak przez niego rozwiązana – chodzi o masakrę dokonaną pod urzędem pracy przez tajemniczego kierowcę Mercedesa w masce klauna. Sprawa toczy się obok eksgliny do czasu, kiedy otrzymuje wiadomość od kogoś podającego się za Pana Mercedesa (jak twórcę brutalnej masakry ochrzciły media). Od tego momentu rozpoczyna się nierówna gra między Hodgesem a psychopatą Bradym Hartsfieldem.

Serialowa adaptacja jest dość wierna książkowemu oryginałowi, co w moim odczuciu jest jej ogromną zaletą. Pilot serialu oparty jest w większości na ekspozycji. Widz zostaje wprowadzony w genezę konfliktu, poznaje postaci i zarys ich motywacji. Niestety wszystko to zostaje zaprezentowane zbyt szybko. Twórcy w pierwszym odcinku zawarli dużo ważnych informacji, które czytelnik poznaje stopniowo, co wzmaga poczucie narastającego napięcia. Rozumiem, że pierwszy odcinek ma przyciągnąć i utrzymać uwagę widza. Jednak jeśli twórcy nie mają zamiaru ściągnąć nogi z gazu i utrzymać tempa opowieści, to nie wiem, czy wystarczy im materiału. Ten aspekt może okazać się zarówno wadą, jak i zaletą. Mam nadzieję, że przy pomocy Kinga scenarzyści rozbudują fabułę i poszerzą ją o nowe wątki, co umożliwi prowadzenie serialu w sposób zaskakujący zarówno dla tych, którzy o pierwowzorze nawet nie słyszeli, jak i dla wszystkich zaznajomionych z książką.

Mimo że jestem fanką książki (chociaż dużo bardzie podobała mi się druga część trylogii „Znalezione nie kradzione”, która jest dla mnie pokazem kunsztu pisarskiego Kinga z dawnych, lepszych czasów), to przyznaję, że serial mnie zachwycił. Oszałamia naprawdę dobrą kompozycją, a aktorzy wypadają świetnie. Są bardzo autentyczni, co podkreślają dobrze rozpisane dialogi. Niekiedy mogą wydawać się przerysowane czy nawet absurdalne, jednak idealnie pasują do całości fabuły. Obsada stoi na wysokim poziomie – Brendan Gleeson jest po prostu stworzony do roli eksdetektywa Hodgesa. Niewiele gorzej sprawdza się w roli antybohatera Harry Treadaway, który został tutaj rzucony na głęboką wodę. Pierwotnie Brady’ego miał zagrać Anton Yelchin, który niestety zginął w tragicznym wypadku. Fakt, że od początku wiemy, kto jest mordercą, pozwala aktorom skupić się na kreacji psychologicznej odgrywanych postaciach, a widzom (i czytelnikom, bo dokładnie tak samo wygląda to w książce) umożliwia śledzenie akcji bez ciągłego zastanawiania się, kto zabił (w takich przypadkach szczegóły fabuły często umykają).

Największym zaskoczeniem i jednocześnie ogromną zaletą jest to, w jaki sposób przedstawione zostały sceny śmierci. Mam tu na myśli zwłaszcza początkową sekwencję, kiedy to morderca z Mercedesa rozjeżdża tłum czekający na rozpoczęcie targów pracy. Może nie jest to jeszcze gore, ale twórcy serialu zdecydowanie poszli w dobrą stronę. Sceny, które mają być mocne i brutalne, dokładnie takie są. Temat jest traktowany poważnie, a kreowany świat jest pełen brutalności i kontrowersji (widocznej szczególnie w relacji Brady’ego z matką, pełnej seksualnego napięcia), co w połączeniu z ostrym i wulgarnym humorem wypada świetnie. Uwagę zwraca też dobra reżyseria dźwięku – słychać dosłownie każdy odgłos w tle (dobrym przykładem będzie dźwięk wydawany przez żółwia podczas jedzenia sałaty). Nie można też przejść obojętnie obok naprawdę solidnie opracowanego soundtracku, który na każdym kroku podkreśla nastrój i klimat widowiska. Ucieszyły mnie też nawiązania do twórczości Kinga, ale zabawę w odnajdywanie wywołujących uśmiech smaczków pozostawię wam.

Podczas seansu pierwszego odcinka było widać, że twórcy wiedzą, co chcą z materiałem źródłowym zrobić i jaki efekt osiągnąć. Osobiście jestem niezwykle zadowolona z tego, co widziałam na ekranie. Oczywiście nie jest to dzieło idealne. Nie do końca przekonuje mnie postać sąsiadki – w powieści jej nie było i tak bym to zostawiła. Jednak w odniesieniu do bardzo dobrego poziomu całości, nie jest to dużą wadą.

Zarówno serial, jak i książkę z czystym sercem polecam wszystkim fanom Kinga, ale też tym, którzy doceniają dobrą opowieść w klimacie kryminału detektywistycznego, policyjne historie, grozę i specyficzny humor.

Martyna Gancarczyk

O autorce artykułu

Z wykształcenia menadżer kultury. Jeszcze studentka, ale już niedługo. Uwielbia mieć dobrą książkę zawsze pod ręką. Wielka entuzjastka horrorów zarówno jeśli chodzi o literaturę, kinematografię, jak i gry. Dzień bez książki lub filmu to dzień stracony. Oprócz tego miłośniczka zwierząt, szczególnie psów (a zwłaszcza własnego).

wróć na górę
#!