Nerw słowa poleca

w dziale Archiwum/To nas grzeje by

Jak może niektórzy zdążyli się już zorientować, w swoich czytelniczych wędrówkach stosunkowo dużo uwagi poświęcam kryminałom (w tym szerokim sensie, to znaczy również thrillerom, sensacjom i podobnym). Kiedy więc tylko dowiedziałam się, że najlepsza seria kryminalna przeczytana przeze mnie w 2016 roku otrzyma swoją kontynuację, nie mogłam wobec tej informacji przejść obojętnie. I słusznie, bo Stefan Ahnhem wciąż utrzymuje idealnie wysoki poziom, sprawiając, że Osiemnaście stopni poniżej zera również zyskują specjalne miejsce w moim kryminalnym serduchu.


Po szalonym pościgu przez centrum Helsingborga jedno z aut wpada do basenu portowego. Wkrótce okazuje się, że kierowca, znany przedsiębiorca w branży IT, był martwy od wielu tygodni, a jego zwłoki zostały zamrożone. Jest początek maja i od kilku miesięcy w wydziale kryminalnym policji panuje niespotykany spokój. Fabian Risk, podobnie jak jego koledzy, zaczyna się nudzić, choć żaden z nich nie odważyłby się powiedzieć tego na głos. Kiedy więc na biurku ląduje zagadka zamrożonego milionera, wszyscy myślą to samo: nareszcie. Śledztwo rusza z kopyta. I od razu się gmatwa. Sprawy przybierają tak nieoczekiwany obrót, że Fabian przestaje wierzyć we własny osąd. Ma zarazem świadomość, że jeśli szybko nie znajdzie rozwiązania, w zamrażarce wyląduje kolejna ofiara. [opis wydawcy]Ahnhem, jak w dwóch poprzednich częściach, świetnie rozwija swoich bohaterów (co jest dość częstym zabiegiem we współczesnych kryminałach, ale zawsze bardzo uwiarygadnia całą historię). Jestem ogromną fanką wątku rodziny Fabiana – podoba mi się koncept (z kolei bardzo rzadko spotykany), że śledczy może mieć (w miarę) funkcjonującą rodzinę. Problemy, które Fabian i Sonia napotykają, również opisywane są bardzo wiarygodnie i życiowo (choć tutaj nie polegam na osobistym doświadczeniu). Dzieci pary też nie zostały potraktowane po macoszemu i mają pewien wkład w historię, zwłaszcza że akcja tego tomu rozgrywa się dwa lata po Ofierze bez twarzy (a więc dzieci są starsze i bardziej świadome). Nie jestem jednak do końca przekonana do wątku metafizycznego (kolejny raz w ciągu paru miesięcy jakoś mi w powieści nie pasuje), ale to jest chyba kwestia właśnie osobistych preferencji, a nie (w miarę) obiektywnej oceny.

I mimo że pierwszym odruchem mojego sentymentalnego serca jest opiewanie właśnie wątku rodzinnego, nie mogę nie zwrócić uwagi też na cały zespół policyjny pracujący z Fabianem oraz na Dunję i osoby z nią związane. Mimo że po Ofiarę bez twarzy sięgnęłam gdzieś we wrześniu, ku swojemu zaskoczeniu stwierdziłam, że pamiętam wszystkich śledczych występujących w książce, łącznie z takimi drobiazgami jak to, czy mieli żonę. Biorąc pod uwagę fakt, że od września przeczytałam około czterdziestu książek, w tym wiele kryminałów, jest to ogromny sukces autora. Stworzył on bowiem postaci, które są na tyle skomplikowane i wiarygodne, żeby chciało się je pamiętać. Poprowadzenie fabuły każe mi domyślać się, że w kolejnej części skupimy się nieco bardziej właśnie na zespole i osobistych historiach jego członków – i już nie mogę się tego doczekać.

W kryminałach Ahhema chyba jednak najciekawsze jest to, że Osiemnaście stopni poniżej zera (i inne) wciąż zaskakują. Oczywiście, autor sięga po (niektóre) dość oklepane motywy, wykorzystuje też zagrywki, co do których musimy po chłodnej analizie przyznać, że gdzieś kiedyś już je widzieliśmy. W przypadku Ahnhema jest jednak tak, że orientujemy się, że zostaliśmy ograni dopiero wtedy, gdy on sam zechce nam taką informację ujawnić. Dzięki temu całość czyta się lekko, z coraz to bardziej rosnącym zdumieniem i ciekawością. Całość, mimo względnej opasłości (prawie 500 stron), nie zajmie nam więcej niż dwa wieczory – bo raczej nie będziemy w stanie jej odłożyć.


Na koniec napiszę jeszcze coś niezbyt miłego, ale prawdziwego. Zaraz po lekturze Ahnhema sięgnęłam po kilka polskich kryminałów – nie wiedziałam, który wybrać na kaca kryminalnego, więc z każdego przeczytałam kilka pierwszych stron, żeby zobaczyć, czy mi się podobają. I – niestety dla Polaków, a stety dla Ahnhema – różnice w ogólnym poziomie książki są ogromnie widoczne. Nie będę oczywiście argumentować, że Osiemnaście stopni poniżej zera to książka Ambitna, Wielka Literatura i Niezapomniane Na Zawsze Wrażenia, bo zarówno czytelnik, jak i autor zdaje sobie sprawę, że jest to literatura rozrywkowa, mająca zapewnić miłe spędzenie wolnego czasu. Jednak tam, gdzie Polacy (oczywiście ci, po których sięgnęłam; jest kilku, których uwielbiam, a cały ten akapit to uogólnienie) skupiają się na wymyślaniu kolejnych śmiesznych ripost i posuwaniu akcji do przodu, Ahnhem buduje zaskakująco prawdziwe dialogi; tam, gdzie my mamy prawie zawsze taką samą atmosferę (tworzoną przez opisy bardzo odludnych wsi, żeby czytającym mieszczuchom wydawało się to wszystko bardzo egzotyczne i groźne), tam Ahnhem kreśli wiarygodne obrazy scenerii. A tam, gdzie bohaterowie polskiej literatury mają kilka przerysowanych cech charakteru na krzyż, tam Ahnhem pisze o ludziach, których, wydaje się, moglibyśmy spotkać zaraz po wyjściu z domu (a prawdopodobnie nawet takowych spotykamy).

Wydanie, jak w poprzednich częściach, pasuje do tego, jak ta książka jest dobra. Ładne, eleganckie, z grubym papierem, odporne na niecierpliwe dłonie mnące je ze stresu w rękach i lżejsze uszkodzenia w torebce. Korektę i redakcję chwalę, wielkie ukłony dla tłumaczki i dla osoby projektującej okładkę (i tak, znowu jest ze skrzydełkami i z wypukłymi elementami). Ogólnie: absolutnie nie będzie wstydem postawić tę książkę na półce.

Jako że jest to trzecia książka Ahnhema, którą przeczytałam, mogłabym właściwie napisać w tej recenzji tylko: Jeśli lubicie kryminały, to rzućcie wszystkie inne, które czekają na Was na półce, i przeczytajcie ten, a nie pożałujecie, i powinno to wystarczyć. Dla mnie na razie jest to Zagraniczny Kryminał Roku. Polecam.

 

Kup w promocji na Woblink.com

Wpis pierwotnie opublikowany na blogu Nerw Słowa.


O blogu

Nerw Słowa założony w 2015 roku. Miejsce do przelewania refleksji nad tekstami kultury na wirtualny papier (bo ileż monologów pełnych zachwytu albo złości można wygłosić przed znajomymi?). Autorka próbuje czytać jak najwięcej pięknych książek i potem o nich pisać, jednocześnie unikając złych, choć nie zawsze jej się to udaje. Szczególne wymagania stawia kryminałom, które uwielbia. Nie mogłaby też obyć się bez współczesnych powieści z ambicjami i – od niedawna – literatury faktu. Ostatnio zrozumiała, że nie da się przeczytać wszystkich dobrych książek, choć to nie oznacza, że nie będzie próbować.

wróć na górę