„12 kawałków o Berlinie” dla zabieganych

w dziale Archiwum/Dla zabieganych/Jak czytać? by

Chociaż mur berliński to już historia, to jednak wciąż współczesna – już generacja dzisiejszych trzydziestoparolatków pamięta jego obalenie i być może odczuła na własnej skórze skutki tego wydarzenia. 9 listopada 1989 roku mur runął, na zawsze znosząc granicę między Berlinem Wschodnim a Berlinem Zachodnim. Przynajmniej tę fizyczną.

Po niemal trzech dekadach separacji okazało się, że przepaść między tymi dwoma światami jest zbyt głęboka, żeby zasypać ją tak od razu. To dlatego w „Murze” powraca określenie „blizna” – już nie rana, ale i nie zdrowa tkanka miasta, liczne ślady i jakby wyłączone z właściwego Berlina zakątki. Autorzy, których teksty Agnieszka Wójcińska zredagowała w książce „Mur. 12 kawałków o Berlinie”, odnajdują te miejsca – zarówno w wymiarze fizycznym, jak i symbolicznym – i to właśnie o nie pytają swoich rozmówców.

„Mur” nie podejmuje się wyjaśniania przyczyn i konsekwencji obalenia muru berlińskiego, skupia się natomiast na tym, co ta zmiana oznaczała dla żyjących w Berlinie ludzi i co oznacza dla nich dzisiaj, kiedy kawałki dawnej struktury sprzedawane są na aukcjach internetowych za kilkadziesiąt dolarów od sztuki. Zebrani autorzy, głównie polskiego i niemieckiego pochodzenia, za cel postawili sobie naszkicowanie ludzkich historii rozgrywających się w cieniu złowieszczej granicy – tej sprzed lat i tej obecnej, a mur ma wymiar jedynie umowny.

autor: Noir
źródło: Wikipedia.org

Urszula Jabłońska „Zrób sobie mur”

Czas lektury: 8 minut 14 sekund

We wsi Sosnówka w gminie Twardogóra w powiecie oleśnickim znajdują się wyjątkowe dzieła sztuki: to skonstruowane z fragmentów muru berlińskiego instalacje autorstwa Ludwika Waseckiego. Ten polski stomatolog wyemigrował do Szwecji w 1973 roku, a sześć lat później, już jako obywatel Szwecji, do Berlina Zachodniego. Pierwszy kawałek muru (…) odłupał własnoręcznie. 10 listopada 1989 (…) pojechał do gabinetu dentystycznego, chwycił wiertło na baterie, takie do protez – wtedy jeszcze koszmarnie drogie – i ruszył na mur. Trzy tygodnie później Wasecki zaczął planować wielkowymiarowe instalacje.

Juliusz Ćwieluch „Obrączki wysokiej próby”

Czas lektury: 7 minut 50 sekund

Zdaniem A. jego życie jest tak niezwykłe, że za opowieść o nim trzeba zapłacić co najmniej kilka tysięcy. Ostatecznie godzi się na trzysta złotych.

Nie każdy wie, że w PRL-u porwania samolotów zdarzały się nader często: zdesperowani Polacy, pragnąc przedostać się na Zachód, osiągali wyżyny kreatywności, żeby sterroryzować załogę za pomocą… lakieru do włosów lub butelki wody mineralnej udającej rozpuszczalnik. „Obrączki wysokiej próby” to właśnie taka opowieść: rozmówca Ćwielucha, ukrywający się pod enigmatycznym pseudonimem “A.”, wspomina swoje próby wydostania się z kraju.

autor: Dieter Brügmann źródło: Wikipedia.org

Agnieszka Wójcińska „Fluchthelfer”

Czas lektury: 8 minut 42 sekundy

Po nagłym podziale Berlina na wschodni i zachodni Eduard i Boris Franzke znaleźli się po tej lepszej stronie, jednak za murem zostały ich rodziny. Przez kolejne dwa lata bracia wykopali pod budowlą liczne tunele, próbując umożliwić swoim bliskim przedostanie się na Zachód. Chociaż porzucili to zajęcie w 1963 roku, mieli licznych naśladowców: do dziś odkryto ślady po 75 takich tunelach, ostatni z nich wykopano w 1982 roku.

Przez ponad czterdzieści lat Boris zadaje sobie pytanie, czemu właściwie Stasi nie wrzuciło granatów do tunelu. Odpowiedź staje się jasna dopiero po otwarciu archiwów tajnej policji i jest dla niego największym zaskoczeniem w życiu.

Maciej Wasielewski „Rewolucja Waltera K.”

Czas lektury: 5 minut 45 sekund

Na wakacjach można przypadkiem spotkać najróżniejszych ludzi. Maciej Wasilewski na polu biwakowym nieopodal Auckland poznał Waltera Kohla, syna kanclerza Niemiec Helmuta Kohla. O czym rozmawiać można z kimś takim podczas kolacji przy oceanie? O co wypada zapytać?

– Ludzie reagują na mnie jak na małpę w zoo – powiedział półgębkiem. – Za chwilę mi powiesz, że to przyjemność ze mną rozmawiać, powiesz: „interesujące spotkanie”, a ja się będę zastanawiał, czy ty to mówisz do Waltera, czy do syna Helmuta. (…) Na fotografiach wyglądaliśmy jak szczęśliwa konserwatywna rodzina. Helmut Kohl, jego żona i synowie. Żaden Walter ani Peter. Synowie Kohla.

autor: Superikonoskop
źródło: Wikipedia.org

Antje Rávic Strubel „Przesunięcie fazy”

Czas lektury: 5 minut 55 sekund

Nie mam wspomnień o nocy 9 listopada. Przed oczami stają mi migawki z telewizji: zawalający się kawał betonu, ludzie siedzący okrakiem na murze, z którego inni wykuwają wielkie bryły; jeźdźcy w jakimś przedziwnym rodeo (to była ta sama noc?). Jeśli próbuję przypomnieć sobie szczegóły: puste butelki po musującym winie w koszach na śmieci, pędzący przez wsie przepełniony autobus, który pozaplanowo obrał kierunek na Berlin Zachodni, zachodnią szminkę na policzkach, odłamek muru, kawałek banana, flakonik napoczętych zachodnich perfum znaleziony w kieszeni następnego dnia, coś, co mogłoby potwierdzić mój udział w tym wydarzeniu, moją obecność tej nocy, to jest tak, jakbym patrzyła w słońce: widać tylko brzegi, centrum pozostaje ciemne. Nie pamiętam. Moja głowa jest pusta. A to może oznaczać tylko jedno: głęboko spałam.

Katarzyna Brejwo „Tylko nie matura, córeczko”

Czas lektury: 9 minut 21 sekund

Berlin nie stał się miastem wielokulturowym w ciągu ostatnich kilkunastu lat, chociaż tak zdaje się uważać wielu widzów telewizyjnych Wiadomości: pęczniejące tam problemy i konflikty na tle kulturowym to efekt znacznie starszego zaniedbania.

Turczynka Seyran Ateş do Berlina przyjechała w wieku 6 lat z rodzicami, którzy wyemigrowali w celach zarobkowych. Chociaż w szkole osiągała świetne wyniki, w domu wtłoczona była w ramy opresyjnego modelu społecznego, zakładającego podległość i uległość kobiet względem mężczyzn. Z domu uciekła na kilka miesięcy przed 18. urodzinami – dziś ma 21 lat, studiuje prawo i udziela porad tureckim kobietom. Z Katarzyną Brejwo rozmawiała niedługo po nieudanym zamachu na jej życie.

„Tylko nie matura, córeczko” to historia muzułmanek, głównie pochodzenia tureckiego, które w Berlinie żyją w zasadzie tak jak w rodzinnym kraju, podporządkowane ojcom, braciom, mężom. To opowieść o zabójstwach honorowych i przemocy, ale także o powodach problemów z integracją i asymilacją, za które odpowiedzialność ponoszą w dużej mierze władze Berlina.

Nataša Kramberger „Pan człowiek z kliniki Berlin-Buch”

Czas lektury: 10 minut 14 sekund

Berlin się zmienia: dawna klinika Berlin-Buch dziś przeobraża się w nowoczesny kompleks mieszkaniowy. Zaprojektowane przez Ludwiga Hoffmana budynki nawet współcześnie robią wrażenie na odwiedzających: Wiecie, Ludwig Hoffmann swoje kliniki wybudował dla ludzi. Dla pacjentów. Każdy detal był tak pomyślany, żeby chorzy czuli się tu dobrze, jego pomysłowość i dążenie do doskonałości były czasem niemal wzruszające. We współczesnym budownictwie szpitalnym czegoś podobnego nie potrafimy już sobie wyobrazić – mówi Dieter Leukert, emerytowany architekt, który na rozwijającym się osiedlu nadzoruje prace budowlane i restauratorskie oraz dba o zachowanie detali historycznych.

Berlin-Buch zostało zaprojektowane dla ludzi. A jak jest z Ludwig Hoffmann Quartier, nowym osiedlem luksusowych mieszkań? Co stało się z panem Menschem i jego ogródkiem, ukrytym między starymi drzewami? Jak w nowej rzeczywistości odnajdzie się pani Krüger, która mieszka tu od 1956 roku? Wiecie, my byliśmy za zjednoczeniem Niemiec. Popieraliśmy je, a potem świętowaliśmy. (…) Ale spokój, wiecie, nasz spokój mieliśmy tam. W NRD. Tego nikt nam nie może zwrócić – mówi pani Krüger, podpierając się laską.

Kaja Puto, Ziemowit Szczerek „Iś bin ajn Berliner”

Czas lektury: 10 minut

Krzysiek znał Berlin Wschodni nie tylko z wyżyn podnośnika: z Warszawy trafił najpierw tam. Matka Krzyśka pracowała w Unitrze, w dziale handlu zagranicznego. Pod koniec lat siedemdziesiątych została oddelegowana do Berlina i zabrała ze sobą piętnastoletniego syna. Dziś Krzysiek mieszka w Berlinie Zachodnim i narzeka, że Berlin, ten prawdziwy i legendarny, już nie istnieje.

Właścicielka knajpy Warschau, z pochodzenia Polka, do rodzinnego kraju jeździ rzadko i zawsze na krótko. Polska to nadal żadna cywilizacja i zdarza się, że ludzie patrzą na nią jak na cudaka: a to na włosy, a to na makijaż, na styl. Po co się denerwować. Tu jest spokój i nikt się nie czepia. Ciepło wypowiada się o tureckich sąsiadach. Najwięcej zastrzeżeń ma do swoich rodaków.

Paweł wspomina, że w latach 90. panowało przekonanie, że ukraść Niemcowi to nie ukraść. Dziś zajmuje się spedycją. Brazylijczyk Marco na specjalnych kursach uczy imigrantów z całego świata nie tylko języka, ale i poprawności politycznej, dlatego kursanci ślęczą razem nad arkuszem brystolu i rysują mapę stereotypów: każdy wpisuje coś przy swoim kraju. (…) Licznym na sali Syryjczykom jest mniej do śmiechu; po długiej naradzie w języku ojczystym umieścili na mapie tylko jedno słowo: Terrorist. (…)

– Słyszałem takie głupie powiedzonko: Kaum gestohlen, schon in Polen – zagaja Marco.

Darek niczego takiego nie słyszał.

– No wiesz – dodaje poufale Marco – że Polacy to, he, he, co za bzdura, so ein Quatsch, złodzieje samochodów.

Darek, który z pewnością ma na koncie kilka volkswagenów, patrzy na Marco bez zrozumienia.

Merle Hilbk „Maria nas widzi”

Czas lektury: 6 minut 58 sekund

Zachodnia Polska, dokąd ze stolicy można wyskoczyć na weekendową wycieczkę, stała się miejscem polecanym. Czterej berlińczycy oglądają dom w Nowej Marchii.

Mówiąc o ludziach wypędzonych ze swoich rodzinnych stron, częściej myślimy o Lwowie niż o Niemcach uciekających z Polski przed Armią Czerwoną. Ich domy zajęli przybywający licznie Polacy, którym także odebrano domy.

– Obiecałeś, że wejdziemy do środka! – Imke szturchnęła Toma w bok. Ale Tom się nie ruszył, opowiedział, co jego ojciec wspominał w swoje siedemdziesiąte urodziny: że jako dziecko sam uciekł przez Odrę. Matkę Rosjanie na jakiś czas sobie zostawili, nie mówiła dlaczego.

Magdalena Kicińska „Las palmowy, las sosnowy”

Czas lektury: 8 minut 14 sekund

Dla mieszkańców Izraela ci, którzy zdecydowali się na emigrację w poszukiwaniu lepszego życia, okazali słabość charakteru. Ci, którzy wyemigrowali do Berlina, uważani są za zdrajców. Dafna wyjechała z kraju, w którym rosnące (a już i tak niezwykle wysokie) koszty życia przewyższają dochody, a rząd stale zwiększa wysokość świadczeń na wojsko. Z kraju, w którym stanął mur, oddzielając od siebie dwa światy.

Dziadek przeżył Auschwitz i marsz śmierci, jego syn, mój tato, całe życie bał się, że „tamto” może wrócić. W moim domu nie kupowało się niczego, co produkują Niemcy. Nikt z mojej najbliższej rodziny nigdy nie pojechał do Europy. Europa skończyła się dla nich w 1939 roku. Dla Dafny zaczęła się w czerwcu 2014 roku.

(…) Żydzi przyjeżdżają do Berlina od lat, najpierw, po upadku muru, wielką falą ze Związku Radzieckiego, teraz, od niedawna – z Izraela. Tych, którzy dostali europejski paszport, niemieckie urzędy nie odnotowują, izraelskie biuro statystyczne nie liczy też tych, którzy w ciągu roku wracają, choćby na chwilę, do kraju. Ich liczbę szacuje się więc tylko mniej więcej: na pięć, dziesięć, piętnaście, dwadzieścia pięć tysięcy.

Były chłopak Dafny jest z pochodzenia Palestyńczykiem, chociaż urodził się już w Berlinie. Chciałby wrócić do ojczyzny. Póki co chodzi na propalestyńskie manifestacje i cieszy się, że młodzi Żydzi coraz głośniej wyrażają sprzeciw wobec wojny, która nie jest prowadzona w ich imieniu. Spotyka się z nimi tu, chodzi im przecież o to samo.

Jens Muhling „Berlin: ekspedycja polarna”

Czas lektury: 5 minut 32 sekund

Gdzie zaczyna się miasto, gdzie się kończy? Na lotnisku, na dworcu, na obwodnicy? Przy nieużytkach z samotnymi hipermarketami budowlanymi i pustyniach parkingów, między zielenią a szarością? W sercach mieszkańców? Tyle dróg prowadzi do Berlina. Gdzie zacząć? Właśnie tutaj. Szerokość geograficzna: 52 ° 26′ 2″ N, długość geograficzna: 13 ° 45′ 47″ E.

(…)

Kirsten, który dużo pływał po wodach wokół Berlina, nie może uwierzyć, że przez wszystkie te lata nie wiedział, gdzie znajduje się biegun zachodni. Silnik milknie z drżeniem, na pokładzie robi się cicho. Połyskujący ślad rozdziela fale, słońce obniża się, jakby uciekało. Tu, dokładnie tutaj kończy się ta historia. Szerokość geograficzna: 52 ° 25′ 16″ N, długość geograficzna: 13 ° 5′ 24″ E.

Ściągnij darmowy fragment lub kup całość na Woblink.com

Magdalena „Tattwa” Stępień

O autorce recenzji:

Blogerka, copywriterka, PR-owiec i jednoosobowa loża szyderców. Zawodowo związana z branżą reklamową, w sieci pisze przede wszystkim o kulturze, nie stroni jednak także od problematyki społecznej. Przyznaje się do bycia megalomanką, grafomanką i mizantropem, ale czuje się z tym wybornie i nie planuje niczego zmieniać. Za dużo i jednocześnie za mało czyta, ponoć bardzo ładnie pisze, fatalnie tańczy. Lubi arbuzy, koty i Modern Talking.

wróć na górę