Jak zacząć czytać G. R. R. Martina – czyli „Gra o Tron” to nie wszystko

w dziale Co warto czytać?/Jak zacząć... by

George’a R.R. Martina i jego sagi “Pieśń lodu i ognia” nikomu nie trzeba za bardzo przedstawiać. Seria, wcześniej szeroko znana wśród miłośników fantastyki, stała się światowym fenomenem za sprawą serialu HBO. Na wypadek jednak, gdyby w naszym gronie znajdował się hibernatus, wybudzony wczoraj po ćwierćwiecznej drzemce, przytoczę garść najważniejszych faktów.

Większość osób kojarzy cykl pod serialową nazwą “Gra o tron”, zaczerpniętą z pierwszego tomu. I w sumie dobrze – ta nazwa jest krótsza, nie brzmi jak tytuł płyty power metalowej i dużo lepiej oddaje ducha fabuły.

Akcja rozpoczyna się 15 lat po obaleniu króla Aerysa II Targaryena. W Siedmiu Królestwach panuje względny spokój, jednak wystarczy bardzo niewiele, by rozpoczął się kolejny konflikt. Możnowładcy pielęgnują dawne urazy, większe i mniejsze rody pragną poszerzyć swoje wpływy. Do tego dochodzą dziedzice zdetronizowanego monarchy, ukrywający się za morzami i planujący tryumfalny powrót do domu. Każdy chce zasiąść na Żelaznym Tronie. Lub obsadzić  swojego figuranta. W kolejnych częściach pojawiają się nowi gracze, inni wypadają z rozgrywki, zawiązują się tymczasowe koalicje, zmieniają się strony. Wojna toczona jest na polach bitew, ale też (a może przede wszystkim) na salonach, w komnatach lordów, sypialniach – wszędzie tam, gdzie odpowiednie słowo i trucizna liczą się bardziej niż miecz. W książkach są też wprawdzie przepowiednie, smoki i śnieżne zombie, ale to mniej ważne elementy. Nacisk położony jest przede wszystkim na politykę, spiski, sojusze oraz zdrady. Te fragmenty są najbardziej soczyste i to one sprawiły, że “Gra o tron” zyskała taką popularność. Właśnie w tych rozdziałach postacie mogą zaprezentować swój pełny potencjał, a autor pokazać, jak bogaty, a także spójny świat wykreował.

Dotychczas wyszło pięć tomów (tomy od trzeciego do piątego zostały w Polsce podzielone na  dwie części), a kolejna książka ma się ukazać już niedługo, jednak konkretnej daty jeszcze nie ma. Jeśli ktoś nie dysponuje nadmiarem wolnego czasu (to jednak kilka tysięcy stron!), a chciałby poznać świat wykreowany przez Martina, to informuję, że nie trzeba od razu zabierać się za wielotomowy cykl. W Polsce ukazał się także zbiór opowiadań “Rycerz Siedmiu Królestw” zawierający krótsze teksty, których akcja toczy się wiele lat przed wydarzeniami z sagi.

To oczywiście nie jedyne dokonania pisarza. Martin jest płodnym autorem i poza serią o Westeros ma na swoim koncie dużo innych pozycji. Często krótszych i lepszych od „flagowca”.Przed napisaniem “Pieśni…” Martin był raczej kojarzony jako pisarz science fiction i dostawał nagrody za dzieła właśnie z tego gatunku. Z tej kategorii warto sięgnąć szczególnie po dwie bardzo odmienne pozycje. Pierwsza z nich to powieść “Światło się mroczy”, druga – zbiór opowiadań “Tuf Wędrowiec”.

“Światło się mroczy” rozgrywa się na Worlornie.Na tej umierającej planecie kiedyś odbywał się festiwal – wielkie święto, podczas którego każda z cywilizacji Krawędzi budowała swoje pokazowe miasto. Teraz nie tam już prawie nikogo – zostali spóźnieni turyści, naukowcy, a przede wszystkim myśliwi z Kavalaranu – brutalni wojownicy kierujący się dziwacznym kodeksem honorowym. Z jednym z nich związana jest Gwen Delgado, była kochanka Dirka t’Lariena. Mężczyzna zostaje przez nią wezwany na Worlorn w niewiadomym celu. Tam orientuje się, że wszystko może być bardziej skomplikowane, niż mógłby przypuszczać.

Światło się mroczy” porywa intrygującym klimatem ginącej planety, a także bardzo interesująco przedstawionymi kwestiami przynależności, tożsamości i kultury. To powieść ponura, momentami wręcz depresyjna, pokazująca, jak zdegenerowana może być cywilizacja. Jednocześnie pokazuje też zdolność ludzi do poświęceń i do wyjścia poza granice, jakie nakłada wychowanie.

Tuf Wędrowiec” to książka dużo lżejsza, niemniej również warta polecenia. Tytułowy Haviland Tuf początkowo jest drobnym kupcem, jednak po tym, jak wchodzi w posiadanie statku pozwalającego mu na klonowanie dowolnych gatunków zwierząt, sam siebie mianuje inżynierem ekologiem i rusza, by ratować ekosystemy kolejnych planet. Protagonista jest barwny, bardzo spokojny, wyraża się w specyficzny sposób i brzydzi się przemocą. Metody, jakimi rozwiązuje kolejne problemy, mogą przywodzić na myśl serial “Doctor Who”. Nie wszystkie opowiadania w tym zbiorze trzymają równie wysoki poziom, ale jako całość “Tuf Wędrowiec” jest jak najbardziej godny uwagi.

Na koniec chciałbym polecić cykl stworzony przez Martina i jego znajomych (m.in. Rogera Zelazny’ego, Waltera Jona Williamsa, Lewisa Shinera). “Dzikie karty powstały na bazie rozgrywanych przez nich sesji RPG. Jak wspomina sam autor, w pewnym okresie grali średnio dwa razy w tygodniu, więc materiału było sporo. Scenariusze gier zostały przerobione na opowiadania, a te zebrane w tomach – w Stanach Zjednoczonych wyszło ich już ponad dwadzieścia. W Polsce ukazały się póki co pierwsze cztery: “Dzikie karty”, “Wieża asów”, “Szalejący dżokerzy” i “Wyprawa asów”.

Zaczątkiem fabuły jest kosmiczny wirus, który wybił większość zarażonych, a tych, którzy przeżyli, zmienił na zawsze.  Większość z ocalałych uległa deformacji (nazywani są dżokerami), ale nieliczni zyskali nadludzkie zdolności (tych nazywa się asami). Autorzy używają wielu tropów wykorzystywanych wcześniej w komiksach superbohaterskich, ale też dokładają trochę nowych, i bardzo silnie akcentują kwestie społeczne.

Cykl o dzikich kartach to przyjemna rzecz – nie tak dobra jak solowe występy Martina, ale wciąż jest to solidna, niezła rozrywka. To również dobra okazja do sprawdzenia, czy historie o herosach w pelerynach zdają egzamin w literaturze.

Nie ma większego znaczenia, od czego zacznie się poznawanie twórczości George’a R.R. Martina (może poza “Dzikimi kartami”). To niezły pisarz, który ma do zaoferowania naprawdę dużo – i to nie tylko dla fanów fantastyki. Jego dzieła są na tyle uniwersalne, że mogą przypaść do gustu nawet osobom alergicznie reagującym na fantasy i science fiction.

Jerzy Łanuszewski

Jerzy Łanuszewski

Rocznik: 1988

Znak zodiaku: czołg

Scenarzysta serii „Giacomo Supernova” (rysunki: Robert Jach), „Rogdena” (rysunki: Joanna Sępek) i kilku innych komiksów. Poeta niepraktykujący. Mało znany.

  • Michał Chmielowiec

    Tuf Wędrowiec wspaniały. Bardzo dobra książka. A cykl Dzikie Karty, no cóż… Pierwsze dwa tomy rewelacja, a dalej już dużo słabiej. Z innych uwielbiam jeszcze Ostatni Rejs Fevre Dream. Klasyk o wampirach!

    • 39/10

      kupiłam jakieś sto lat temu, kiedyś w bibliotece koło mojego liceum, przeczytałam, bardzo mi się podobało i dopiero niedawno załapałam, że to TEN Martin 😀

  • Biały

    Zapomniałeś o „Piasecznikach”, chyba pierwszym dziele G.R.R. Martina, które poznał polski czytelnik.

    • Paweł Majka

      Wcześniej była jeszcze „Pieśń dla Lyanny”. Nie jestem pewien, czy „Planeta burz” była publikowana wcześniej od „Piaseczników”, czy nie… (sprawdziłem – „Planeta” – 1983, „Piaseczniki” 1986) Wszystkie trzy rzeczy ukazały się pierwotnie w miesięczniku Fantastyka. Tam też po raz pierwszy ukazali się „Wędrowcy” – kawał dobrej kosmicznej grozy.

wróć na górę